Tragedie, w których podczas eventu giną ludzie na szczęście zdarzają się rzadko. Niestety częściej dochodzi do sytuacji, gdy na danym wydarzeniu wybucha panika lub jego uporządkowanie ustępuje chaosowi. Tłum to żywioł, który trudno opanować szczególnie bez wcześniejszego przygotowania, a bagatelizowanie jego siły i konsekwencji nieoczekiwanego zachowania może nas sporo kosztować.

Event w Arkadii

Przykład z życia. Znajoma w sobotę wybrała się do warszawskiej Arkadii, gdzie jej dzieci miały łapać Pokemony w zorganizowanej akcji przez to właśnie Centrum Handlowe. Na szczęście nie dotrwali do końca i chyba dobrze, bo całe wydarzenie trochę wymknęło się spod kontroli. Podczas trwania eventu gracze mogli wziąć udział w konkursie. Osoby, które do godziny 15:00 złapały trzy pokemony nowej generacji na terenie Arkadii, miały otrzymać darmowy Power Bank. Niestety na dobrej zabawie się nie skończyło. Ciągłe przekładanie przez organizatorów rozstrzygnięcia konkursu, a także kilkukrotne zmiany miejsca odbioru nagrody sprawiły, że wśród uczestników zapanował chaos. Doszło do przepychanek, wyzwisk, krzyczeli dzieci i dorośli, a zamiast śmiechów i odgłosów radości słychać było wrzaski: „nie pchajcie się!”, „do tyłu!”, „idioci!”, „pan jest chamski”, „bydło”…… Nikomu nic się nie stało, ale cała sytuacja pokazuje, że nawet w małej grupie chaos i emocje mogą wziąć górę, a organizator nie będzie w stanie nad nimi zapanować.

Niestety są też takie przypadki, gdy panika i błędy w organizacji eventu sprawiają, że dochodzi do tragedii.

Koncerty nie do końca bezpieczne

Zespół Golden Life, 1994 rok. Podczas koncertu w Stoczni Gdańskiej wybuchł pożar, zginęły dwie osoby stratowane przez przerażony tłum, a pięć kolejnych zmarło w szpitalu. Inny koncert – „The Who” w Cincinnatti w 1979 roku. Wydarzenie zgromadziło niemal 8 tysięcy fanów czekających na koncert The Who. Zła organizacja ruchu i komunikacji na evencie doprowadziła do tego, że, ludzie zaczęli tratować się nawzajem. Finalnie w wyniku tych zajść zginęło 11 osób. Zespół zagrał koncert nie wiedząc nawet o tragedii, która dokonała się przy wejściu na wydarzenie.

Nelly Furtado

Pamiętam koncert Nelly Furtado na Poznańskiej Malcie w 2008 r, na którym byłam osobiście. W mignieniu oka rozpętało się prawdziwe piekło – burza z piorunami i lejący strumieniami deszcz. Wokalistka wyszła na scenę, zaśpiewała dwa kawałki i zawróciła biegiem chwilę po piorunie, który uderzył w zadaszoną scenę nad jej głową. Reszta już była do przewidzenia. Spanikowany tłum forsował bramki, wszyscy biegali w inną stronę próbując wydostać się z otwartej przestrzeni, na której szalała zawierucha z piorunami i porywistym wiatrem w tle. Na szczęście nikomu nic się nie stało, chociaż było groźnie.

Roskilde

Inną, tragiczną sytuacją pokazującą nieokiełznanie tłumu był koncert zespołu Pearl Jam, 30 czerwca 2000 roku w duńskim Roskilde. W czasie występu wybuchło szaleństwo – napierający tłum zaczął przypierać do barierek fanów zgromadzonych pod samą sceną. Nie pomogły apele muzyków, by ludzie się cofnęli. Gdy Amerykanie zorientowali się, że na ich oczach rozgrywa się tragedia, przerwali swój występ, zeszli ze sceny i już nie wrócili. W błocie zginęło dziewięć osób – ze Szwecji, Danii, Niemiec, Holandii i Australii.

Do dziś echa tragedii są wciąż żywe. Mając ją w pamięci Eddie Vedder – lider zespołu – wielokrotnie na koncertach przypomina o bezpieczeństwie widzów. I warto o tym pamiętać szczególnie, gdy jako organizator odpowiadamy za uczestników, oczywiście nie zawsze musi dojść do tragedii, ale sytuacja z centrum handlowego pokazuje, że warto mieć wiedzę na temat metod panowania nad tłumem lub jeśli jej nie mamy poprosić o pomoc specjalistów, możemy np. zwrócić się w tej sprawie do wybranej jednostki policji, która jest szkolona w tym zakresie.

Istnieje kilka zasad związanych z bezpieczeństwem uczestników imprezy masowej.

Jako organizator musimy zapewnić na imprezie obecność służb porządkowych i służb informacyjnych zgodnie z ustawą o imprezach masowych. Ich członkowie muszą zostać odpowiednio przeszkoleni tak by w prawidłowy sposób wykonywać powierzone zadania m. in.: usuwanie uczestników zagrażających bezpieczeństwu, reagowanie na incydenty, pilnowanie przestrzegania regulaminu imprezy. Naszym obowiązkiem jest także odpowiednie przystosowanie terenu imprezy – zapewnienie zaplecza sanitarnego, sprzętu ratowniczego i gaśniczego. Powinnyśmy także wyznaczyć drogi ewakuacyjne.

W przypadku mniejszych imprez niezbędne są oznaczenia, tabliczki informujące o kierunku ruchu i miejscach, które są na danym evencie kluczowe np. punkt rozdawania nagród.

Pamiętajmy też by dawać uczestnikom jasne sygnały, co mają robić. Jest to niezwykle istotne zawsze, nie tylko w czasie zagrożenia. Uczestnicy powinni otrzymywać od nas krótkie i konkretne komunikaty, który powinny być dla nich zrozumiałe. Oczywiście nie jestem w stanie opisać teraz wszystkich istotnych kwestii w tym temacie jednak liczę, że zasygnalizowanie przez mnie tego tematu sprawi, ze przed realizacją nawet najmniejszego wydarzenia pochylicie się nad poruszaną w tym tekście kwestią zachowań ludzi w tłumie i konsekwencji, jakie mogą z tego wyniknąć. Tłum to nieokiełznany żywioł, a jego zachowanie sprawia, że coś idzie nie tak, jak było zaplanowane…

O zagrożeniach i wypadkach na eventach, już pisałam w poprzednich artykułach i warto do nich zajrzeć: Bezpieczeństwo na evencie a polska rzeczywistość oraz o wypadku w Brazylijskiej dyskotece „Kiss” w Santa Maria w którym bilans był tragiczny (235 osób nie żyje, 131 osób rannych)

 

 

 

JOIN THE DISCUSSION

Comments

  • Seweryn Jakubiec 23 lutego 2017 at 11:01

    Genialnie prosty patent działa na Przystanku Woodstock – scena jest na tyle wysoko, że nie ma sensu pchać się pod nią, bo po prostu nic nie widać. Dzięki temu jest naturalna przestrzeń dla wielbicieli młynów i pogo, a spokojniejsi widzowie mają spokój i bezpieczeństwo. Były nawet przypadki, że zagraniczni artyści nie chcieli wystąpić, bo „nie było barierek”. 🙂

    Reply
    • Agnieszka 23 lutego 2017 at 16:20

      Tak – na EURO 2012 w strefie Kibica też tak pamiętam było. Scena wielgachna, dookoła nas telebimy i nikt nie narzekał na brak widoczności – a emocje były… Z resztą od UEFA można się wiele nauczyć: Wielkie Piktogramy na wieżach, wyraźnie oznaczone wyjścia ewakuacyjne, masa wolontariuszy, opieki medycznej itp. Mamy dobre przykłady w naszej polskiej historii eventowej. Wystarczy mieć wyobraźnię i plan B.

      Reply