fbpx

Gdy w 1869 roku organizowano wydarzenie z okazji powstania Stowarzyszenia Spożywczego MERKURY (obecnie WSS Społem) nikt nie sądził, że firma przetrwa aż 150 lat… . Nikt też nie przypuszczał, że ten jubileusz firmy zorganizuje jakaś tam Eventowa Blogerka. Jedno jest pewne! Na tym wydarzeniu z pewnością było nowocześniej niż wówczas, ale też nie zapominaliśmy o tradycji.

27 września, piątek. „Normalni” ludzie jeszcze śpią, a gdy wstaną myślą o weekendzie. Ja budzę się o 5-ej rano, a weekend choć jutro, ani mi w głowie. Niewyspana, w pędzie narzucam na siebie ubranie i z prędkością światła wbiegam do garażu. Na szczęście wszystko już spakowane, czeka od wczoraj. Przezorność zawsze ratuje mnie przy tego typu realizacjach. Wsiadam do auta, przekręcam kluczyk, warkot silnika wita przyjaźnie. Ruszam, po 30 minutach jestem na miejscu przy ul. Kolejowej w Śródmieściu Warszawy.

Grupka ludzi czeka przed bramą do ogrodu Centrum Eventowego Space, puszczają dymki. Zaproszenia na jubileusz w charakterze ekipy technicznej dostali ode mnie już jakiś czas temu. Wiemy, co nas czeka, ale i tak witamy się uśmiechem. Część z tych osób widzę raz na trzy miesiące. Z niektórymi jestem bardzo zżyta np. z Rafim od scenografii czy Radkiem – koordynatorem technicznym, Anią i Renią i innymi z załogi, z którymi pracuję na co dzień.

Pora zaczynać ten montaż…

Brama jest zamknięta. Klamka od drzwi wejściowych również. Dzwonię do swojego kontaktu, który pojawia się w ciągu sekundy, otwiera drzwi i zaprasza ekipę na jubileusz firmy kojarzonej w Warszawie przez większość mieszkańców. Wchodzimy do wnętrza klubu. Pod butami skrzeczą odłamki szkła, a podłoga jest przykryta porozrzucanymi szklankami, czuć zapach rozlanego piwa i innych napojów wyskokowych, pewnie z tej nocy.

Wściekam się, bo klub jest nieposprzątany, ale próbuję nie reagować spontanicznie. W końcu na ogarnięcie tego burdelu będzie cały dzień. Szósta rano to też nie jest dobry moment, aby budzić szefową tego przybytku, która też miała pewnie (jako organizator) długą noc. A to fajna babka. Lubię ją. Ma ciepłą osobowość. Przy każdym evencie, jaki tu organizuję zawsze mogę liczyć na wsparcie Pani Ani ze Space we wszystkich szczegółach organizacji eventu. Mamy do siebie zaufanie.

W tzw. międzyczasie podjeżdża technika i scenografia. Trwa wyładunek. To oznacza, że przez najbliższe godziny parkiet będzie opanowany przez kable, rusztowania, drabiny i miliony kartonów, które tu zwieźliśmy. Renia z Anią biorą się za usunięcie mebli z pomieszczenia VIP. Za moment zmieni się ono w kawiarenkę z lat 50-tych, na dodatek stanie tam fotobudka.

Niestety meble są ciężkie i jak zwykle w pobliżu nie ma nikogo do pomocy. Niedawno dowiedziałam się, że ból pleców męczył dziewczyny jeszcze trzy dni po evencie. Oczywiście siłaczki nie dały nic po sobie poznać, zawzięły się i w dwa kwadranse pomieszczenie było puste. Nie na długo, bo w jednej chwili wypełniły je PRL-owskie meble wynajęte od grupy retrospekcyjnej z Poznania i plakaty z dawnej epoki z hasłami w stylu „Towar macany należy do macanta”.

Zabytkowy Neon….

W tym samym czasie powstaje scenografia sceny. Olbrzymia „mieszkająca” tu na co dzień dioda P10, dostaje nową stylizację – starą, złotą ramę od obrazu. Złota rama to też symbol z zaproszenia na jubileusz rozesłanego do gości. Rafi ze swoimi chłopakami stoi na rusztowaniu dodając fragmenty ramki jeden po drugim. Zakochuję się w tym co widzę, gdy kolejne puzzle zaczynają zwieńczać dzieło. Ta rama od obrazu w diodzie była jedną z odpowiedzi na hasło klienta: Łączymy tradycję z nowoczesnością”.

Pomysł na tę scenografię powstał jakiś miesiąc przed finalizacją. Dzięki niej pomieszczenie stało się uroczystym, eleganckim miejscem przygotowanym z pietyzmem. Pora na przysłowiową „kropkę nad i”. Będzie nią Neon Społem wynajęty z Muzeum Neonów na Mińskiej 25 w Warszawie. To świecące cudo ma swoją historię. Został stworzony dla Sklepu Beata w Opalenicy, wisiał tam przez większość dekady. Zwieziony w 2011 roku do Muzeum zdobił jedną ze ścian obok Biblioteki Publicznej, napisu Bar, Poziom i innych…

Wczoraj byłam przy demontażu. Kabel zasilający neon skrywał się na wysokiej ponad 2-metrowej zabudowie. Wpięty do przetwornika prądu budził jeszcze większe wyzwanie, bo nie mieliśmy go w planach. Z pomocą managerki Muzeum, Pani Ilonki, która na bieżąco wspierała nas telefonicznie z Wielkiej Brytanii, udało się go zdemontować, stworzyć na nowo wtyczkę i sprawdzić, czy działa samodzielnie po odłączeniu z zestawu neonów na tej jednej ściance. Pani Ilona zna się na przetwornicach prądu lepiej niż nie jeden facet. Zawstydzała moich „demonterów” kilkukrotnie. (Chylę czoła, Pani Ilono). Po wpłaceniu solidnej kaucji Neon był nasz!

Zainstalowano go pod obrazem. Niczym podpis pod dziełem artysty w Galerii. Tymczasem w Space po neonowej przeprawie reszta zadań dla scenografii była prościzną. Scenografowie pozbierali rusztowania, szybko poradzili sobie z czerwonym dywanem na wejściu, kordonami, banerem witającym gości nad wejściem anonsującym ten event czy pięciometrową ścianką prasową dla wchodzących. Około południa byli już wolni.

12:00  

Sztuka tworzyła się na moich oczach w tempie błyskawicznym. Obserwowałam to wszystko z antresoli z lekkim spokojem. Było południe, więc wydawało się, że zdążymy. Florystka owiązywała antresole zielonym bluszczem. Na to trafiały światełka ledowe – takie jak te wiszące na choinkach. Magia wypełniała przestrzeń. W ogrodzie i w klubie pęki wielkich, białych mieczyków dekorowały każdy kąt klubu. Na stołach we wnękach antresoli wyrosły piękne bukiety żywych kwiatów. Wielkie słoje z roślinnością i światełkami led postawiono na krańcach barów, tak aby jeszcze więcej akcentów okrasiło tę przestrzeń.

W ogrodzie ekipa kończyła stawiać organiczną bramę balonową. Burgund, złoto i czerwień wypełniły przestrzeń nad banerem Jubileuszu. W sali jadalnej trwały prace zespołu cateringowego. Na mnie była już pora, musiałam zejść ze sceny montażowej i schylić się do kompa. Zaszyłam się na antresoli przy scenie i kończyłam nanosić ostatnie zmiany w scenariuszu wprowadzone przez klienta. Za chwilę miała odbyć się próba generalna z techniką i konferansjerem. W międzyczasie trwało sprzątanie klubu i całość nabierała blasku.

12:00 – 14:00  Próby Teatru Buffo i konferansjera

Każdy jubileusz firmy musi mieć swoją gwiazdę. Społem też miało, znacie ją z Teatru Buffo. Między 12 a 14 odbywały się jej próby – Natasza Urbańska wraz z artystami wkroczyła na scenę, a reżyser i twórca – Janusz Józefowicz przyglądał się im siedząc w strefie dla publiczności. Żadna piosenka nie mogła umknąć jego uwadze i być pozostawiona bez komentarza. Muszę przyznać, że sam program i repertuar na dzisiejszy wieczór przygotowano z niezwykłą starannością.

Na początek podróż muzyczna po czasach przedwojennych i wędrówka w stronę coraz nowszych odsłon muzycznej estrady w polskim i zagranicznym wydaniu. Nie zabrakło „Na pierwszy znak”, „Błękitny express”, „Już nie zapomnisz mnie”, „Miłość Ci wszystko wybaczy” czy „Mała Inez”. Mistrz Janusz Józefowicz też zaśpiewał wspólnie z artystą Jerzym Grzechnikiem z Teatru Buffo utwór „Ta ostatnia niedziela”. I tu spadła mi pierwsza łza wzruszeniu w zaciszu reżyserki.

Ze speach’em konferansjerskim też była niezła przebieżka. Nie dość że zmiany w scenariuszu mieliśmy do samego końca to do zadań wpadało zwiększanie czcionek, usuwanie tekstu z zaplanowanego scenariusza, i redukcja gości, którzy mieli być na scenie, a się nie pojawią. Długo by pisać. Schudłam z 5 kg od biegania po schodach, na scenę, na antresolę, z nerwów, ze złości i ze strachu, bo czas leciał jak wariat, nie miałam nawet szansy na wbicie się w pięknie odprasowaną spódniczkę. Trzeba jednak przyznać iż pomimo ciągłych zmian w scenariuszu Pan Janusz Józefowicz poprowadził galę przepięknie, a goście byli wzruszeni.

16:00 „gotowość”

Całość była gotowa na punkt 16-tą. Zgodnie z zakładanym harmonogramem. Goście już zaczęli zbierać się przed bramą z bukietami kwiatów w dłoniach. Pół godziny przed czasem. Szampany strzelały, a show dopiero miało się zaczynać.  Kelnerzy z fingerfood’ami już oczekiwali na pierwszych gości.

Tego dnia 300 osób pojawiło się w Centrum Eventowym Space. Nad tym by ten Jubileusz pozostał w ich pamięci na następne 150 lat czuwał mój 15-osobowy zespół. Każdy odpowiadał za coś innego i pilnował by na jego „poletku” wszystko szło zgodnie z planem. Przy tego typu realizacjach sztab ludzi musi trzymać rękę na pulsie. W końcu na evencie zjawiło się wielu VIP-ów m.in. Prezydent m.st Warszawy – Rafał Trzaskowski, Marszałek Województwa – Adam Struzik, Burmistrz Dzielnicy Warszawa Śródmieście – Aleksander Ferens czy Prezes BBI Development – Michał Skotnicki.

17:00 część oficjalna

Podczas dwugodzinnej części oficjalnej byliśmy świadkami odznaczeń państwowych, w których wręczano srebrne i złote krzyże zasługi, a także specjalnie zaprojektowane Statuetki Jubileuszowe kierowane w ręce tych, którzy zasłużyli się w historii „Społem” WSS Śródmieście. Publiczność została też poproszona o powstanie do odśpiewania Hymnu Społdzielców, którą perfekcyjnie wykonała solistka: Arletta Lemańska-Cydzik. Nie zabrakło też wspólnej zabawy w quizie nt. wiedzy o Społem przygotowanej na kanwie znanego programu TVN „Milionerzy”. Laserowe show będące intro o historii Społem wieńczyło dzieło tego Jubileuszu.

19:00

Był taki moment, kiedy emocje sięgały zenitu, łzy lały się ze wzruszenia, a ludzie reagowali spontanicznie. Z reżyserki obserwowałam niespodziewane „wtargnięcie” na scenę uczestników eventu. 40 osób w ciągu sekundy znalazło się w miejscu, w którym według planu powinna być tylko Pani Prezes Anna Tylkowska. Czekałam co zrobią i nagle usłyszałam gromkie Sto lat, sto lat niech żyje żyje nam, które rozbrzmiewało z ust kilkudziesięciu osób.  I w ten oto sposób program rozleciał się z przyczyn od nas niezależnych.

Na szczęście taki obrót sprawy wyszedł wszystkim na dobre. Łzy zabłysły również na policzkach Pani Prezes „Społem” WSS Śródmieście. Trudno powiedzieć co działo się wówczas w jej głowie i sercu, ale jedno jest pewne. Ona sama nie była gotowa na taką ekspresję ludzkiej miłości i wdzięczności. Na szczęście konferansjer zarządził przerwę, a sznur gości ustawił się gęsiego z kwiatami w kierunku naszej Prezes.

Jubileusz Społem – wtargnięcie na scenę

Jak żyję nie widziałam tylu kwiatów. Przysięgam…. Ba! Żeby tylko Kwiatów!!! Nie brakowało obrazów, statuetek, haftów, dyplomów i innych przedziwnych jubileuszowych podarków. Część z naszej ekipy siłą rzeczy musiała przejąć logistykę „nagrodową”, bo za chwilę scena mogłaby doznać wielkiego paraliżu i zblokować event na dłuższy czas.

W trakcie godzinnej przerwy na lunch chyłkiem porwaliśmy się na czarnego dorsza z pesto pietruszkowym na cytrynie, którego smak zapamiętałam z degustacji sprzed dwóch tygodni. Plejada wytwornych potraw była tu znacznie bogatsza: krewetki tygrysie w tempurze w sosie lun-cho czy obłędna pieczona kaczka w pomarańczach. Szef kuchni Space okazał się wirtuozem dań we wszystkich odsłonach smaków. Ludzie byli zachwyceni.

Catering w Space

22:00 Fuck up na evencie

Po kolacji zaczęliśmy laserowym show przygotowanym specjalnie z historycznym programem kamieni milowych Społem. Efektowne smugi światła przecinały mgiełkę nadając im spójną całość. Potem chwila kolejnych odznaczeń i koniec oficjalnej części programu. Druga część recitalu Nataszy Urbańskiej rozgrzała publiczność. Pierwszy numer Baja Bongo, Bongo Baja,… nuciłam jeszcze pod nosem, gdy schodził już stres, a na skupionej twarzy pojawiał się uśmiech.

I nagle bum! W jednej sekundzie wszystko zgasło, zamilkło, zamarło. Kompletna ciemność wypełniła klub. Wypadły korki, spięcie, przeciążenie prądu – nie wiadomo. W radiu w uszach słyszałam też przerażającą ciszę. Stałam jak wryta. Pan Józefowicz bez zastanowienia podszedł do krańca sceny i krzyknął: Tak się dzieje gdy Natasza jak wychodzi na scenę! Publiczność zaśmiała się szczerze oczekując dalszej części spektaklu. Rozbawieni ludzie chcieli śpiewać akapella, nie robiąc sobie nic z przerwy w dostawie prądu. Modliłam się w duchu, aby to co zaszło trwało jak najkrócej. Puls bił mi 300-ta na minutę. Wierzyłam w to, że szczęście mnie nie opuści.

Za minutę wszystko „ożyło”. Wstały mikrofony, światła, „zajączki” odbijane z wielkiej kuli dyskotekowej nad barem. Natasza znów wpadła na scenę porywając publiczność z wrodzonym urokiem i wdziękiem. Energia zaserwowana przez Nataszę numerem „Alibaba” całkowicie przykryła ten incydent roztańcowując w mgnieniu oka naszą publiczność. Odetchnęłam z ulgą. Nie mniej jednak to był mój pierwszy w życiu tzw. „Blackout” czyli kompleta niezaplanowana ciemność z powodu awarii prądu.

Laser Show podczas Jubileuszu Społem

Część naszej ekipy już tańczyła na parkiecie z osobami od strony klienta i od tej chwili event trwał i trwał, aż do późnych godzin nocnych. Tańczyłam i ja, jak mnie porwał do tańca Pan Marcin. Jak się dowiedziałam później, zwarcie mógł spowodować deszcz szalejący na zewnątrz, który pokrywał oświetlenie ogrodu lub zgromadzone kwiaty w wazonach, które podmyły reżyserkę robiąc wielką kałużę wody. Czy mogłam to przewidzieć?

23:00+

Tego wieczora otrzymałam nieskończoną liczbę podziękowań, gratulacji, uścisków, całusów i przytuleń. Od klienta, od gości, od społeczności Społem. Jak się później okazało nasz cały zespół też doznał podobnych przypływów wdzięczności w innych strefach wydarzenia. Ale co innego było dla mnie ważne.

To, że wszystko zagrało zawdzięczamy naszemu nastawieniu, atmosferze i pozytywnej energii, która panowała pomiędzy gośćmi, a realizatorami tejże sztuki mogłaby przenosić góry. Cały nasz zespół poczuł się jedną wielką RODZINĄ, którą łączą więzi inne już niż te zawodowe. Mój ostatni wniosek? Praca, która łączy się z przyjaźnią daje efekt 30000000000 % lepszy niż w każdej innej realizacji. Dziękuję Wam Kochani.

Torty na Jubileuszu Społem

Aniu, Aniu, Radku, Reni, Krzysztofie, Patryku, Rafi, Olku, Moniko, Magdo, Mariuszu, Małgosiu oraz wszystkim tym, którzy przyczynili się do całego obrazu tej pocztówki z mych wspomnień. Wierzcie mi – ja też czułam się jak w rodzinie, nawet tam – przy scenie na posterunku Stróża Scenariusza tego Jubileuszu.

Drodzy czytelnicy, życzę Wam eventów organizowanych w zespołach, w których istnieje współpraca i przyjaźń. Ta mieszanka jest gwarantem każdej udanej realizacji. A o zespole i idealnej współpracy z nim opowie nam Bartek Bieszyński w najbliższy wtorek 22 października w już przygotowywanym dla Was podcaście i artykule.

Ściskam i sorry za ogrom treści, tak jakoś mi wyszło…

Aga

Ps. A w ostatnim podcaście Agnieszka Huszczyńska opowiada o Forum Branży Eventowej 2020! Zobacz co będzie nowego!

Ps. Event w Kościele? Niemożliwe? A jednak – Więcej tu.

Previous article

Event w kościele?

JOIN THE DISCUSSION