Dziś prawdziwa gratka dla eventowych czytelników. Moim gościem jest Bartek Bieszyński człowiek, który idealnie pasuje do cyklu Eventowi Prezydenci. Kim jest? Jak trafił do eventowej bajki? Czym kieruje się w życiu? Jaki szereg zdarzeń zaważył o jego karierze? Eventowa Blogerka: Bartek prowadziłeś samodzielnie duże projekty dla największych brandów. Dziś zarządzasz Agencją, którą dobrze znamy, WALK […]
Artykuł Eventowi Prezydenci – Bartek Bieszyński z Walk pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Bartek Bieszyński: Nie mało. Zwolniłem w swoim życiu łącznie około dziesięć, może piętnaście osób. Najwięcej kilka lat temu, gdy zmienialiśmy strukturę, wizję i misję agencji, a także oczekiwania wobec pracowników. Tym samym musieliśmy też przemodelować strukturę zespołu do czekających nas wyzwań. Na szczęście nie żyjemy w czasach, w których musimy redukować zespół, bo klient odchodzi albo interes się kurczy. To są merytoryczne decyzje, które podejmujemy wspólnie. Mamy siatki kompetencji, coroczne rozmowy ewaluacyjne, na bieżąco staramy się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom naszych pracowników. Lubię otwartą i szczerą komunikację w drużynie. Zawsze wysyłam informację zwrotną do mojego zespołu, oni muszą wiedzieć, co myślę i czy mają coś zmienić. Nie praktykujemy 15-minutowych rozmów raz do roku w stylu „poklepania po plecach i powiedzenia: robisz fajną robotę”. Chcemy, żeby każdy w naszym zespole wiedział jakie mamy kryteria dotyczące „fajności” i tego, co ona oznacza. To mimo wszystko jest ciekawa, ale jednak praca, a nie spotkanie kumpli.

Bartek Bieszyński przy pracy niedzielnym popołudniem, Walk
Bartek Bieszyński: Naturalnie. Z tworzeniem filmów o ludziach jest jeden podstawowy problem. Jednego dnia pracują z nami, ich nazwisko pojawia się pod projektem, jest moment euforii i marketing. Chwilę później obserwujemy zmianę ścieżki ich kariery. Stąd wiele firm nie ujawnia nazwisk osób pracujących w teamie przypisanym do projektu. Boją się przejęć pracowników. Ta branża jest mała i wszyscy się znają. Niemniej jednak my wychodzimy z odmiennego założenia – chcemy, żeby nasi bohaterowie byli imienni i dumni ze swoich osiągnięć. Regularnie wyróżniamy też i nagradzamy osoby, które miały najlepsze osiągnięcia w danym roku.
Bartek Bieszyński: Kryterium doświadczenia nie jest najbardziej istotne. Dobry pracownik to człowiek utożsamiający się z marką, z którą jest związany. Tacy ludzie pracują z pasją, nie dla pieniędzy, nie zawsze tylko w godzinach od 9.00 do 17.00. Cechuje ich wewnętrzna chęć rozwoju i przeżywania czegoś więcej wewnątrz firmy, w której zagoszczą na dłużej. Tu jest jak w footballu – zatrudnianie samych „gwiazd” do swojej drużyny może być groźne. Seniorzy są drodzy, lubią grać w pojedynkę i mają swoje przyzwyczajenia. W tworzeniu zespołu potrzebna jest strategia i dobór do teamu takich zawodników, którzy są gotowi na pracę w zespole. Dlatego też, w pierwszej kolejności zwracam uwagę na postawę, a nie umiejętności, bo tych zawsze można się nauczyć, a z modyfikacją osobowości bywa już różnie.
To jest trochę jak na boisku piłkarskim – kiwania można się nauczyć, ale zdolność do gry zespołowej jest już bardziej cechą człowieka. Idealnym przykładem jest tutaj Ula Adamczyk, robiąca niebywałą i szybką karierę w naszym zespole. Poznałem ją prowadząc zajęcia z Event Marketingu na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Podczas tych zajęć zapowiedziałem, że osoba, która najlepiej wykona zadanie zaliczeniowe dostanie staż. I najlepiej rokującą była właśnie Ula, również ze względu na swoją osobowość. Teraz jest z nami już drugi rok (awansując w tym czasie trzykrotnie), znakomicie odnajduje się w temacie eventów i na koncie ma już spore samodzielne produkcje. Jest bardzo skrupulatna, uporządkowana i kreatywna, a ma zaledwie dwadzieścia pięć lat.

Walk Events świętuje kolejną realizację.
Bartek Bieszyński: Jak w każdej „armii” mamy generałów, kaprali i szeregowych żołnierzy. To gęsta sieć ze ściśle określonym zakresem odpowiedzialności i zadań. Staram się pracować z ludźmi tak, by to oni sugerowali rozwiązania problemów, a nie oczekiwali, że ja to za nich zrobię. Branie na barki odpowiedzialności i śmiałe podejmowanie decyzji to kluczowa umiejętność w event managemencie. Druga rzecz to zarządzanie ich zadaniami. Unikamy wrzucania całej odpowiedzialności na barki jednej osoby, bo liczba wątków może ją przytłoczyć i doprowadzić do niepowodzenia projektu. Zadania dzielimy wewnątrz zespołu. Trzecia sprawa to różnorodność. W naszej „armii” są ludzie z małym, średnim i większym doświadczeniem, ale ich działanie to pełna synergia. Na tej zasadzie w Grupie WALK stworzono siedem odrębnych biznes unitów, które wzajemnie się przenikają. I to działa.
Bartek Bieszyński: Czasy podstawówki to aktywny udział w samorządzie klasowym i prowadzenie komunikacji między uczniami i nauczycielami. W liceum było podobnie, chociaż doszło jeszcze organizowanie dyskotek. Potem studia, Politologia na Uniwersytecie Warszawskim i samorząd studencki – tu już pojawiło się więcej rzeczy: otrzęsiny, połowinki, wyjazdy studenckie, konferencje naukowe. To był mój świat i odnalazłem w nim niebywałą pasję. Na piątym roku studiów wyjechałem z Erasmusa do Wielkiej Brytanii. Po sześciu miesiącach wróciłem i zacząłem szukać pracy.
Bartek Bieszyński: Nie od razu. Lubiłem swój kierunek studiów i pracę, którą w tym momencie wykonywałem jako urzędnik w Kancelarii Sejmu. Nie bardzo wiedziałem, w którą stronę potoczą się moje zawodowe losy. Moim życiem zarządził przypadek – znalazłem pracę w „Murator Expo”, firmie zajmującej się organizacją targów sprzedaży mieszkań, która szukała kogoś z płynnym angielskim do organizacji tychże targów. To były pierwsze targi mieszkaniowe dla Polaków mieszkających w Londynie. Tak to wszystko się zaczęło.
Bartek Bieszyński: Wrzucili, jednak nie dałem się utopić. Trudny projekt, ale dobrze zrealizowany. To pomogło mi dostać pracę w Orlenie. Dwa lata pracowałem przy koordynacji projektów event marketingowych. Wówczas ten kierunek komunikacji dopiero stawał się modny. Miałem dużą przyjemność i frajdę pracować przy jednym z pierwszych projektów eventowych: pierwszy w Polsce – Monster Jam w 2009r. na Stadionie Śląskim w Chorzowie z udziałem amerykańskich Monster Truck’ów.
Bardzo to polubiłem. Żonglowanie pomysłami od strony klienta, wybór agencji realizującej, sugestie zmian, analiza wyników. Poczułem, że to jest to, co chcę w życiu robić. Rok później zrealizowałem Olimpijskie Mobilne Stop Cafe 2010.
Bartek Bieszyński: Tak. Przeszedłem z Orlenu do Ernst & Young. Tam odpowiadałem za projekt Przedsiębiorca Roku, włącznie z pozyskiwaniem zgłoszeń, pozycjami reklamodawców i eventem, jako wisienką na końcu projektu. Później agencja Live złożyła mi propozycję połączenia sił. Zgodziłem się bez namysłu, bo to oznaczało podróż w głąb największych, polskich brandów: PKN Orlen, Grupa Żywiec, Orange. Oj, dużo tego było…
Bartek Bieszyński: Tak. Dziś to się fajnie ogląda, ale wówczas poziom stresu osiągał u mnie maksimum. Pozwolenia od Accora, prace na wysokościach i gdzieś pomiędzy tą siecią zależności – wymagający klient. Całą elewację Novotelu trzeba było wykleić pomarańczowym materiałem – wielgachnym muralem, który był eksponowany po mappingu. Niewyobrażalne emocje i duży, naprawdę duży, poziom stresu. Do tego współpraca z alpinistami, istny wyścig z czasem. Na dodatek, w dniu eventu, pierwszy raz zobaczyłem deszcz padający w poziomie. W tych niesprzyjających warunkach pogodowych dźwigami wstawialiśmy projektory na przeciwległy budynek i wszystko trzeba było wykonać co do sekundy zgodnie z harmonogramem ze względu na transmisję live w TV. Od początku do końca mieliśmy pod górkę z tą realizacją i do dzisiaj jest to jedna z najgłębszych kopalń „przygód eventowych” podczas rozmów ze znajomymi.
Bartek Bieszyński: Rynek się standaryzuje. Mamy więcej profesjonalnych agencji, rośnie świadomość zapotrzebowania na nasze usługi, ale też liczba narzędzi event marketingowych i sposobów dotarcia do klienta. Ludzie zaczynają rozumieć, że event zmienia wizerunek produktu, wpływa na sprzedaż. Know-how klienta jest większy, dzięki temu pracuje się łatwiej. Strona formalna staje się standardem: procesy zakupowe, przetargi. Konkurencja jest stabilna, około siedem firm realizuje największe produkcje na rynku – w tym my.
Bartek Bieszyński: Dokładnie tak. Pamiętam, że był kiedyś taki projekt, który kapitalnie schrzaniliśmy i był to zwykły pokaz filmowy dla 100 osób. Dziś mając te doświadczenia uczulam zespół, żeby do każdej realizacji podchodzili indywidualnie i z dbałością o szczegóły. Jest wiele elementów, które mogą nam odpowiednio wcześnie wskazać, że projekt zakończy się niepowodzeniem. Pilnujemy się.

Bartek Bieszyńsk na VSR – przygotowania foto: PHOTOACTION
Bartek Bieszyński: Wydaje mi się, że budżety nie rosną, ale samych eventów jest więcej. Klienci mają coraz większą świadomość odnośnie kwot – wiedzą co i ile kosztuje. Cieszy to, że rośnie segment wydarzeń B2C. Marki i produkty szukają coraz większej liczby punktów styku ze światem swoich konsumentów. Docierają do nich przez eventy, silnie rozwija się marketing doświadczeń i kontaktu z marką. B2B już dawno nabrał rozpędu, bo dobry event z klientem oznacza dobre relacje w przyszłości. Przykładem jest impreza organizowana przez Inter Cars. To co robią jest rewelacyjne – przede wszystkim wiedzą, jak to zrobić, znają swoich klientów oraz partnerów i eventem trafiają w sam środek ich potrzeb.
Bartek Bieszyński: Kładziemy bardzo silny nacisk na poszukiwanie trendów i nieustanny rozwój naszego zespołu kreacji. Pomysły czerpiemy z sieci, inspiracją są zagraniczne projekty oraz nasze międzynarodowe kontakty w branży. Zespół kreacji ma za zadanie być na bieżąco z tym, co się dzieje w przestrzeni eventowej i to na całym świecie (dodatkowo raz na miesiąc mają z zespołem standardową „odpytkę” w tym zakresie). Co więcej, staramy się jeździć na zagraniczne targi i imprezy branżowe. Od stycznia wdrażamy digitalowy system zarządzania projektami i zadaniami Asana. Wszystko po to, by jeszcze efektywniej zarządzać zadaniami w tak zwanej chmurze. Ludzie mają szeroki dostęp do narzędzi, odchodzi się od kartki i długopisu. Tak pracuje się też aktualnie na Zachodzie.
Bartek Bieszyński: Większość pracuje w naszym biurze, ale zdarzają się odstępstwa od reguły. W tej drugiej grupie jest stała liczba freelancerów, którzy nas obsługują i oni nie mają obowiązku być na miejscu. Takim przykładem jest nasz stały, pracujący na etacie grafik, który jest z Koła. Łapie wszystko w mig i dostarcza nam świetny materiał. Jest między nami stała komunikacja i dzięki temu obie strony są zadowolone.
Bartek Bieszyński: To jest dobre pytanie i nie wiem, czy potrafię na nie odpowiedzieć. Mój głód eventowy byłby zaspokojony gdybyśmy nie musieli zdobywać na nowo tych samych projektów. Po drugie chciałbym mieć własny produkt, własny format, który rozwiniemy i co roku będziemy bić rekordy popularności. Taki event, jak firmy A.S.O. we Francji, do której należy Tour de France, Rajd Dakar, czy Maraton Paryski Schneider Paris Marathon. Marzy mi się też organizacja Olimpiady Letniej w Warszawie. To byłaby idealna wisienka na torcie.
Bartek Bieszyński: Prywatnie to były moje zaręczyny – event dość nietypowy. Zaprosiłem moją dziewczynę do kina na film „Lejdis”. Byliśmy sami. Poleciały trailery, a potem zamiast filmu wyświetlono zmontowany filmik z historii naszej znajomości… W reżyserce był mój człowiek i on tym wszystkim zarządzał. To było moje prywatne mistrzostwo świata. A zawodowo? Pierwsza w Polsce edycja Top Gear Live w 2013 roku, gdzie odpowiadałem m.in. za koncepcję i realizację scenariusza, kontrakt, komunikację z właścicielem formatu, pozyskanie partnerów i sponsorów. Głównym liderem był wówczas Maciek Brzozowski, którego wspierałem w tym projekcie na wielu odcinkach (od którego też wiele się nauczyłem i przy okazji pozdrawiam). Jestem bardzo dumny z już wspomnianego i jak dotychczas największego mappingu dla marki Orange w 2012 roku oraz udziału w produkcji pierwszej edycji ORLEN Warsaw Marathon 2013.
Bartek Bieszyński: iHestia – największe wydarzenie w branży ubezpieczeń i jedno z największych spotkań biznesowych w Polsce w tym roku. Projekt z logistycznym rekordem: wzięło w nim udział osiem tysięcy osób i każdej z nich zapewniliśmy transport z innego miasta, w tym celu wykorzystaliśmy 122 autokary. Odpowiadaliśmy też za noclegi – łącznie w 46 hotelach. To była olbrzymia operacja logistyczna i żeby ją zrealizować musieliśmy opracować wewnętrzny system zarządzania projektem. Najważniejsze było to, że goście nie przybyli do Trójmiasta na koncert Beyoncé, ale na premierę digitalowej platformy, stworzonej przez ERGO Hestię. Musieliśmy ich zatem do tego zachęcić przygotowując odpowiednią komunikację teaserową, czego dokonaliśmy i efekt frekwencji przekroczył nawet nasze założenia.
Kolejny to VERVA Street Racing 2016 – Narodowy Festiwal Motoryzacji na błoniach Stadionu Narodowego. Mieliśmy dwa i pół miesiąca na realizację projektu wraz z wylaniem 6500 m2 asfaltu, przygotowaniem toru, sprowadzeniem 600 aut, przygotowaniem 8-godzinnego scenariusza i wieloma kwestiami dotyczącymi bezpieczeństwa. Dzięki sprawnej współpracy z Klientem udało nam się to wszystko wykonać. Finalnie w wydarzeniu wzięło udział 110 tys. osób, co jest fenomenalnym wynikiem jak na polski rynek.
Bartek Bieszyński: Pobudka o 6.30, wstaję razem z moim rocznym synem (czasem jest to też 3.00 czy 4.00 w nocy). Zobaczysz Ciebie też to niedługo czeka! Od 9.00 do 17.30 jestem w biurze. Połowa dnia to spotkania i odprawy, a reszta – maile, telefony. Od 17.30 przerwa na dom i moich bliskich. Potem, między 20.00 a 21.00 staram się mieć czas dla siebie i przed snem organizuję plan na następny dzień, czasem zaglądam jeszcze do maili, ale jeżeli nie ma realizacji to staram się unikać pracy w domu. Zawsze też, proszę zespół, żeby zanim do mnie napiszą, trzy razy zastanowili się czy jest to absolutnie konieczne.
Bartek Bieszyński: Różnie bywa, ale pilnuję tego. Staram się zamykać zadania w widełkach 8.00 – 22.00. Wówczas nasze życie toczy się między produkcją i hotelami – w naszym teamie, z dala od domu. W czasie realizacji nie przynoszę pracy do domu, nawet jeśli realizujemy projekt w mieście, w którym mieszkam.
Bartek Bieszyński: Dzielimy się pracą. Event manager jest zazwyczaj liderem dla klienta. Do mnie trafiają duże rzeczy. Przeważnie prowadząc projekt, rozdaję zadania w obrębie zespołu. Mam ludzi odpowiedzialnych za logistykę, infrastrukturę, scenariusz, czy komunikację. W trakcie trwania dużego projektu jestem w kopii wszystkich maili. Dzięki temu wiem, co się dzieje i mogę przekazywać klientowi status podsumowywujący w cotygodniowych raportach. Teraz wspomaga nas przy tym system zarządzania projektami, dzięki któremu nawet na telefonie, czy tablecie widzimy bardzo szczegółowy status wykonywanych zadań – nawet czy ktoś wykonał telefon do danego partnera. To bardzo pomaga i systematyzuje pracę oraz wpływa pozytywnie na przepływ informacji, który jest kluczowy przy tak dużych projektach.
Bartek Bieszyński: Agnieszko, bardzo dziękuję za zaproszenie do wywiadu. To dla mnie duże wyróżnienie oraz okazja, żeby pokazać, że za tymi wszystkimi projektami nie stoją maszyny czy algorytmy, ale prawdziwi ludzie tworzący zespoły. To oni są w centrum projektu, biorąc na siebie ogromną odpowiedzialność i stres. W końcu nasz zawód jest na 5 miejscu najbardziej stresujących. To bardzo ważne, żebyśmy zawsze pamiętali, że event ma jedną kluczową podstawę – człowieka. Dbajmy o niego, szanujmy i rozwijajmy, a wtedy agencje, klienci i podwykonawcy będą mieli solidny fundament do rozwoju swoich działań event marketingowych. Tego sobie i nam wszystkim życzę. Wszystkiego dobrego!
ps. Zostały ostatnie 3 dni na udział w konkursie na facebooku w którym można wygrać bluzę Eventowej Blogerki! Nie czekaj – opublikuj swoje zdjęcie i zgarnij nagrodę!
Artykuł Eventowi Prezydenci – Bartek Bieszyński z Walk pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Dzisiejszy wpis inauguruje nam kategorię „Eventowi Prezydenci” którą dodałam do naszej blogowej funkcjonalności. „Eventowi Prezydenci” – to rozdział bloga w której znajdziemy nasze branżowe autorytety, nietuzinkowe osobowości i wspaniałych specjalistów. Dziś wywiad z Maciejem Brzozowskim z Agencji Live. Maciej jest niezwykłą osobowością z dużą dozą profesjonalizmu i szczęścia. Zapraszam. EB: Skąd się wziął Maciej Brzozowski? 😉 […]
Artykuł Eventowi Prezydenci – Maciej Brzozowski z Live pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>
M.B. Z Elbląga, ale studiowałem w Gdańsku i tu mieszkam wspólnie z moją rodziną. Jednak z uwagi na obowiązki pół roku spędzam w Warszawie, a drugie pół w Gdańsku.
M.B. Długo i nie długo. Mam 14-letnie doświadczenie eventowe, wcześniej pracowałem w Red Bull’u . Więc te 10 lat to może faktycznie sporo czasu. Jednak ja tak na to nie patrzę. Bo na szczęście stale się rozwijam. Dziś moja praca różni się od tej, która wykonywałem 10 lat temu. Teraz polega na tym, że jestem producentem imprez. W agencji, w której pracuję nie ma podziałów, na dział kreatywny, produkcji czy dział zakupów. Mam swój zespół event managerów, ale też mam swoich klientów. Razem tworzymy kontent od pomysłu do realizacji, jego rozliczenie, czy budowanie szkieletu.

M.B. Moja przygoda rozpoczęła się na studiach, przy imprezach klubowych poznałem człowieka, który był Student Brand Manager w firmie Red Bull. Wspólnie zrobiliśmy dwie imprezy Red Bull’owe, pomogłem i dostałem rekomendację pracy. I tak rozpoczęła się moja przygoda z Red Bull’em. Studiując na Politechnice Gdańskiej, na drugim a może trzecim roku całkowicie zmieniłem swój profil zainteresowań. Zaangażowałem się w organizację Juwenaliów, które realizowałem, trzy lata tworzyłem jeden wielki happening. Czułem, że to jest to. Moją pasję dostrzegł Brand Manager, który przyjął mnie na akcję letnią do Red Bulla.
M.B. To jest dobre pytanie, zwłaszcza do event managera. Obserwuję to, co się dzieje na rynku… Młodzi event managerowie, którzy szukają pracy traktują to, co robimy jak zabawę. Myślą, że będą pracować od 9-ej do 17-ej. Ja jestem z tego pokolenia, które wierzy w „zajawki” i 100% zaangażowanie. Często jest tak, że pracuję po pracy, do 20-tej, a nawet 22-ej. Do tego dochodzi dojazd do Warszawy. Łatwo można policzyć ile czasu spędzam poza domem, rocznie podczas realizacji: Verva Street Racing, Top Gear Live, czy Orlen Warsaw Maraton. Plus jeszcze jakaś impreza Red-Bull. Więc wracając do twojego pytania. Pracuję bardzo dużo i w nieunormowanych godzinach – osoba, która decyduje się na pracę event managerską – musi godzić się na taki tryb. Jeżeli nie mamy wizji i celu to tak naprawdę nie mamy radości. A przecież nie pracujemy tylko dla pieniędzy.
M.B. Sława może przyjść szybko i szybko odejść – chodzi tu o to, aby nie dopuścić do rutyny. A ta rutyna nadchodzi po latach. Nie wyobrażam sobie pracy w tym zawodzie bez zaangażowania, niestety często dzieje się to kosztem rodziny i przyjaciół.
M.B. Musiałem nauczyć się pracy w zespole, bez tego nie doszedłbym do miejsca, w którym teraz jestem. Przekonałem się, że są ludzie, którym można zaufać, zdolni do poświęceń, gotowi uwierzyć w cel, który ja widzę na początku. Mam dobrze ilustrujący to przykład. Top Gear Live, na Stadionie Narodowym, odwiedziło ok 55 tysięcy ludzi. Zespół koordynatorów liczył 30 osób, każdy odpowiadał za pewne rzeczy i pracował na systemie komunikacji dokładnie takim, jakim posługuje się załoga na F1. Pełna komunikacja i łączność. Siedząc w centrum dowodzenia mogłem słyszeć każdego i ze wszystkimi być w stałym kontakcie. Ci ludzie, którzy pracują na płycie stadionu – są świadomi problemów i presji, która jest na nich, ale wiedzą, że ktoś nad tymi guzikami siedzi i jak coś się wydarzy – to pomoże. To jest świadomość, która dodaje sił. Że jest ktoś, kto pomoże. Na evencie nie jesteś sam. Tworzymy jeden duży, ufający sobie zespół. I nikt nikogo nie zostawi.

fot.A.Bogacz
M.B. Nie wyobrażam sobie pracy w pojedynkę. Tylko mając ludzi, którym ufam mogę rozdzielać zadania w odpowiednich obszarach: sceny, techniki, strefy VIP, produkcji TV i je koordynować. Tak też robiliśmy podczas Otwarcia Mistrzostw Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn na Stadionie Narodowym. Półtora miesiąca przed tym wydarzeniem zostałem poproszony o stworzenie produkcji z gromadą podwykonawców. Wiedziałem wtedy, że najpierw musimy stworzyć siatkę obszarów, w których będziemy pracować i przydzielić do niej koordynatorów, wszystko spinaliśmy z poziomu systemowego. I to jest model pracy zespołowej, który mi odpowiada.
M.B. Klienci się różnią. Można ich szufladkować, ale nie ma reguły. Od Monster Jam w 2009, aż do teraz, byłem zaabsorbowany głównie Orlenem i Red Bullem. Pozostałych klientów migrowałem do innego zespołu, bo fizycznie nie mogłem się tym zajmować, doraźnie starałem się uczestniczyć w projektach kolegów. Każdy klient ma inne pojęcie o evencie, inaczej prowadzi negocjacje, ma inne wizje. Czasem ich nie ma. Ja bardzo cenię pracę z Red Bull’em – bo praca z nimi jest o tyle komfortowa, że oni doskonale wiedzą czego chcą.

zespół Verva Street Racing
M.B. Można tak powiedzieć, ale trzeba zwrócić uwagę na to, że wiele lat temu Red Bull nie korzystał z Know-how agencji. Sami wymyślali i realizowali swoje wydarzenia. Oni też budując swoją kreację potrzebują agencji wykonawczej. To dziś jest korporacja, tu wszystko ma unormowane procedury. To są ludzie z pasją, którzy wiele lat robili sami eventy, w które byli zaangażowani, mają stały kontakt z rożnymi światowymi formatami, widzą produkcje od kuchni, zwracają uwagę na emocje uczestników. Mają pełną świadomość, czego chcą od Ciebie i z tej wiedzy wynika szacunek do pracy. Jeżeli wiesz, czym się zajmuje agencja i jaką pracę wykonuje to poziom współpracy i szacunku rośnie.
Czasami korporacje jednak wychodzą z innego założenia i stwierdzenia „płacę – wymagam”. W tej pracy przede wszystkim liczy się partnerstwo. Ja mam to szczęście, że klienci z którymi pracuję na ogół rozumieją, ile kosztuje mnie każda realizacja i doceniają moją pracę, a dla a dla mnie i mojego zespołu to bardzo motywujące.
M.B. Dzięki Aga, cała przyjemność po mojej stronie. Do następnego razu!
Pozdrawiam Was!
Aga – Eventowa Blogerka
Ps. Pora na podziękowania. Bo to do dziś, 01.03.2016 do 12:00 trwa głosowanie na Specjalistyczny Blog Roku 2015. Mam wniosków kilka po udziale w tym konkursie i jego kwalifikacjach. Powiem dziś tylko o jednym. Dla mnie ten cały konkurs i jego wynik jest dowodem na to, jak wielu z Was czyta ten blog, dopinguje, ściska kciuki. Jest też wielu partnerów którzy popychają ten mój blog do przodu – pozwalają dosięgnąć więcej specjalistów branży eventowej. Dziękuję za doping ze strony branżowych tytułów: Mice Poland, EventMapie, i załodze Meeting Plannera. Dziękuję Ani z Strefamice.pl oraz Paulinie z Eventualnie, które startują w tej samej kategorii z Blogu Roku za wzajemne wsparcie i fajną energię motywacji. Dziękuję też Forum Branży Eventowej , Gabsoon, za wsparcie!
Przy regularnej pracy event managerskiej, która jak wiecie, jest dość absorbująca – ma się podwójne obciążenie i odpowiedzialność, aby w obu swoich profesjach być dostatecznie dobrym, aby nie zawieźć, aby służyć w równym stopniu. Dziś wiem – po ilości wysłanych sms’ów (jest ich nieco mniej niż 200-cie), że to co robię jest potwierdzeniem, że ma sens i należy to kontynuować. I w momentach zwątpienia, pt:„czy aby nie stukam do ściany?” – będę wracać do tych wspomnień – jak wiele dowodów wdzięczności zostało osiągnięte w tydzień czasu. Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna. Bez Waszej pomocy na pewno nie zamykałabym tego konkursu w pierwszej 30-tce najlepszych blogów specjalistycznych z pośród 193 zgłoszonych. Dzięki Ogromne!!!!
Artykuł Eventowi Prezydenci – Maciej Brzozowski z Live pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Ekstremalne przeżycie, chyba porównywalne uczucie do tego, co czuje w trakcie eventu. Wzięta w krzyżowy ogień pytań, odsłaniam kulisy i zapraszam Was na tył sceny…. Dziś o mnie – o wypadkach, zagrożeniach, emocjach, pracy z gwiazdami, Dorocie Wellman, Zbyszku Urbańskim, wszystkiego dowiecie się z w tym oto szybkim wywiadzie…ze mną i moją tajemniczą reporterką, Kamilą. W dwóch […]
Artykuł Video wywiad z Eventową Blogerką pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Kamila: Boisz się czegoś?
Eventowa Blogerka: Szefa się boję
…..
Kamila: Najbardziej stresująca stacja?
Eventowa Blogerka: Nie była przyjemna. Gość zasłabł na imprezie, była 23-cia, ludzie byli pijani, a on leżał na deskach i tracił życie….
Kamila: Poza tym, że organizujesz musisz myśleć, co się stanie…?
Eventowa Blogerka: Tak zdarza nam się, że jest pakowanie przed eventem i ja wtedy wyjmuję na stół moją magiczną listę i bawimy się w grę „a co jeśli”… Sprawdzamy, czy wszystko mamy i nie ma takiego elementu, którego nie powinniśmy przewidzieć……….
Kamila: Co czujesz jak organizujesz event?
Eventowa Blogerka: Że jestem innym człowiekiem na evencie. W pracy trochę gwiazdorzę J… a na evencie jestem poważniejsza i inaczej przyjmuję bodźce zewnętrzne i skupiam się na tym, co może się stać.
Kamila: A lubisz pracować z gwiazdami?
Eventowa Blogerka: Lubię, choć zawsze mam z tyłu głowy, że to jest współpraca ciężka…. Generalnie ludzie z branży nas szanują.
Kamila: Jak myślisz kim są Twoi czytelnicy?
Eventowa Blogerka: Ludzie z branży eventowej – managerowie, podwykonawcy, lokacje hotelowe i pasjonaci, których kręci świat eventowy…..
Kamila: Pamiętasz swój pierwszy wpis?
Eventowa Blogerka: Pamiętam jeden z pierwszych. Zdarzenie w Brazylii, gdzie zawalił się dach budynku dyskoteki, podczas imprezy i ludzie nie mogli się stamtąd wydostać. Na mnie zrobiło to piorunujące wrażenie…..

Kamila: Co (oprócz bezpieczeństwa) jest ważne na evencie?
Eventowa Blogerka: Ludzie. Ludzie są ważni…..Chodzi o to, żebyśmy mieli określone standardy, których pilnujemy………..
Kamila: Co jeszcze poza standardami, ludźmi, bezpieczeństwem?
Eventowa Blogerka: Szczęście. Zwykłe szczęście jest potrzebne. A dla mnie to…..Przewaga ludzi zachwyconych nad tymi, którzy mówią, że to było przeciętne jest dla mnie naprawdę ważna.
Kamila: Obserwując Cię w pracy ma się wrażenie, że lecisz przez życie niesiona jakąś niewiarygodną energią. Skąd się taką energię czerpie?
Eventowa Blogerka: Nie zastanawiałam się nad tym. Ja lubię to, co robię, znalazłam przestrzeń, w której się realizuję i ona jest taka moja, jak koszula bliska ciału. Miałam kiedyś problem ze znalezieniem, co chcę w życiu robić….
Kamila: A co Cię denerwuje?
Eventowa Blogerka: Brak zaangażowania, jak ktoś robi po łebkach…..i moi pracownicy to wiedzą 
Kamila: Jacy są młodzi ludzie wchodzący do branży, z którymi się spotykasz?
Eventowa Blogerka: Byłam wykładowcą i zgodziłam się na prowadzenie zajęć od 8:00 do 17:15…….i powiem Ci, że w każdej grupie, średnio po 20 osób były 1 może 2 osoby, które chcą to w życiu robić i po roku wykładów dla osób, które niekoniecznie chcą pracować w eventach…….
Kamila: A masz taką świadomość, że ludzie Cię czytają? Że nie piszesz do szuflady, że tam po tej drugiej stronie są Twoi czytelnicy?
Eventowa Blogerka: Jedyną, moją daną numeryczną są adwords-y i faktycznie to, co jest dzisiaj, jest ponad moje oczekiwania, ale….
Kamila: Są jakieś plany związane z blogiem?
Eventowa Blogerka: Mamy taki plan, żeby pojawiła się zakładka „Eventowi Prezydenci”, w której…..
Kamila: A plany Agnieszki Ciesielskiej na ten rok?
Eventowa Blogerka: Blog się rozwija…..będę jeździła po eventach i robiła super, świetne zdjęcia, żeby je później wrzucać na bloga…… 
Kamila: Gdybyś miała powiedzieć coś tym ludziom, którzy cię oglądają i czytają, co byś im powiedziała?
Eventowa Blogerka: Bądźmy razem Dziękuję Wam za to, że mnie czytacie, że mówcie o moim blogu w kuluarach…… I dziękuję Tobie, Kamila – za ten wywiad – jakby z drugiej strony lustra…
Kamila: Cała przyjemność po mojej stronie. Dzięki Aga.
Ps. W ostatnich postach Eventem w wizerunek & 10 największych błędów event managera
Artykuł Video wywiad z Eventową Blogerką pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>