„Ma być inaczej niż zwykle, nie w hotelu, nie w restauracji, musi być centrum Warszawy i blisko metra. Zapraszamy 100 osób i chcemy, żeby dobrze się bawili. Musi być miejsce do wyjścia na zewnątrz, ale też spora przestrzeń w środku i kameralnie, żeby przechodnie nie przeszkadzali. Ma być na fajnej wysokości z widokiem na Warszawę” […]
Artykuł Event na wysokości pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>
Jak w środku miasta być z dala od zgiełku, pędzących ludzi i samochodów? Jak w miesiąc zorganizować event promujący markę i produkt, który nie będzie zbyt nachalną reklamą i przyniesie efekt? Kilkanaście dni i nocy intensywnych działań opłaciło się. Znalazłam to miejsce, wystarczyło spojrzeć w niebo…
Zorganizowanie wydarzenia mocno kojarzącego się z klientem z branży IT, które wypromuje nowy produkt i wzmocni pozycję międzynarodowej firmy na polskim rynku.

Dziennikarze, głównie z mediów specjalistycznych, na marginesie dodam, że media są taką grupą docelową, która była już chyba wszędzie i wszystko widziała. Obok nich partnerzy biznesowi mojego klienta.
Czasu było mało, więc zależało mi na miejscu, które spełni oczekiwania, a jednocześnie nie będzie wymagało masy papierologii i załatwiania pozwoleń. Z perspektywy czasu widzę, że wybór był dobry. Zabrałam klienta do The View, obejrzeliśmy dwa piętra tego warszawskiego klubu na wysokości. Klient dał zielone światło. Spodobała mu się przestrzeń – blisko 1000 m2 na dwóch poziomach. My zdecydowaliśmy się na 28 piętro. 32, które znajduje się na dachu wykorzystamy na inna okazję.

Postawiliśmy na prosty wystrój. Wiedzieliśmy, że widok na Warszawę robi swoje i nie ma sensu dokładać do niego czegoś więcej. Ogromne okna zasłoniliśmy jedynie na czas prezentacji produktu, czarne sofy, na których wygodnie mogli rozsiąść się goście. Niebieskie oświetlenie nawiązujące do logotypu klienta. Na środku sali konsola stojąca na podwyższonej scenie – miejsce dla DJ’a, które tego dnia zajął prowadzący event. Stąd przedstawiał gościom produkt, a potwierdzeniem jego słów były obrazy pojawiające się na dwóch, wielkich ekranach ustawionych po bokach sceny. Po ciemnych ścianach wędrowało logo klienta, po bokach uchylone okna pozwalające w każdej chwili wyjść na tarasy i cieszyć się widokiem miasta.

Menu zróżnicowane zarówno dla tych, którzy lubią mięso jak i dla preferujących warzywa w każdej postaci. Być może do wszelkiego rodzaju diet trudno dopasować menu eventu, jednak zawsze staram się by na stołach pojawiły się potrawy z mięsem i bez. Tak było też tym razem. Na barze przy wejściu welcome drinki w różnych smakach i kolorach, obok coś dla miłośników smaków niekoniecznie alkoholowych. Na przeczekanie ciągła przerwa kawowa z ciastkami, przekąskami i owocami na mały głód.
Szykując ten event nie przewidziałam jednego – nieproszonego gościa. Na imprezie pojawił się młody chłopak, który wpuszczającym je hostessą powiedział, że jest z obsługi, dlatego nie ma go na liście. Zachowywał się bez zarzutów, do czasu…
Zaczęła się prezentacja produktu, prowadzący zajął miejsce, goście usiedli wygodnie na sofach. Pod koniec prowadzący podał mikrofon mojej klientce, która powitała gości i zaprosiła na bankiet. W tym momencie podszedł do niej chłopak poprosił o mikrofon, zaskoczona klientka dała mu go bez zastanowienia. Wtedy on wyszedł na środek sali i zaczął przesadnie zachwycać się premierowym produktem, mówił, że uwielbia wszystko, co robi mój klient i że jest zaszczycony, że może tu być. Po czym odłożył mikrofon i zniknął w oka mgnieniu. Pozostawiając zaskoczonych gości zapewniając temat do rozmów i żartów na bankiecie. Nikt nie wie skąd on był i kto zaprosił…

Podsumowując – koncepcja wydarzenia opracowana została pod kątem celu, grupy odbiorców i oczekiwań klienta. Przyznam, że pomysłów na ten event miałam wiele. Obejrzeliśmy kilka lokalizacji. Oczywiście można dyskutować czy The View to dobry wybór, zgadzam się, że nie każdemu klientowi się on spodoba i ja też nie proponuję go często. Dopiero, kiedy jestem pewna, że dane miejsce wpisuje się w zamysł eventu. Było parę minusów: problem z wynajęciem parkingu i parkowaniem przybyłych gości, kilka słabych ogniw w obsłudze, czy meble różnej jakości. Na szczęście imprezę zakończyliśmy uśmiechnięci, nie tylko my – organizatorzy, ale też klient i jego goście.

Z miłą chęcią pojawię się też na Waszym evencie i go opiszę. Teraz się dzieje że ho ho! Chwalcie się! Umieram z ciekawości! Pozdrawiam Was!
Eventowa Blogerka
Ps. cieszę się że spodobał się Wam artykuł o 11 serwisach i blogach eventowych oraz o wyjątkowej Gali Ambasadorów Kongresów Polskich i dzięki za wszystkie polubienia! O można także sporo
Artykuł Event na wysokości pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Tak, tak – storytelling dociera głębiej, stąd dziś nieco więcej o mojej przygodzie, która mnie dopadła z zaskoczenia wczoraj. Hotel Rado zaskakuje Zwykłe miejsca mnie nie zachwycają. W hotelu chcesz zjeść, przespać się i wyruszyć w kolejną podróż, zostawiając w tle to co minęło. Przyjechałam 23:39, ledwo pół żywa z Wrocka do Mielca, a dokładniej […]
Artykuł Hotel Rado case study – na co zwracają uwagę goście hotelowi w pokojach? pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Tak, tak – storytelling dociera głębiej, stąd dziś nieco więcej o mojej przygodzie, która mnie dopadła z zaskoczenia wczoraj.
Zwykłe miejsca mnie nie zachwycają. W hotelu chcesz zjeść, przespać się i wyruszyć w kolejną podróż, zostawiając w tle to co minęło. Przyjechałam 23:39, ledwo pół żywa z Wrocka do Mielca, a dokładniej do Woli Chorzelowskiej. Tu na hrs.com znalazłam w dobrej cenie czterogwiazdkowy Hotel RADO. Ceny nie podam – bo polityka cen hotelowych winna zostać za kuluarami specjalistów hotelarzy.
Hotel Rado w Woli Chorzelowskiej jest niewielki – posiada 22 komfortowe pokoje. Bardzo komfortowe pokoje. Komfortowe do stopnia, gdzie technika nie blokuje gościa i nie wprawia w paraliż, ale proste rozwiązania pozwalają wypoczywać gościom lepiej. Co zobaczyłam? Zobaczcie:



Tak przemyślanych rozwiązań hotelowych daaaawno nie widziałam. Pewnie więcej kryje się we wnętrzach hotelu. Winda jest zamawiana dotykiem karty lub standardowym wciskaniem przycisku. Hotelarze – uczcie się. Świat leci do przodu, technika też. Hotel Rado załapał się do właściwego pociągu.
Nie wiem jak z serwisem – ale dowiem się, bo nabrałam ochoty tu wrócić wkrótce. Bajera hotel – nie ma co! Sprawdźcie sami.
Dziś-Nieco-Rozpieszczona Aga
Ps1. Materiały reklamowe wyżej niż ponad przeciętne. Wysuwane podwójne dna prowadzą do książeczki która otwiera więcej zakamarków tego miejsca. Zajrzyjcie – nie pożałujecie. Dziś stawiam 6-tkę Hotelowi RADO. Brawo kochani! Taki hotel myśli za mnie i w pełni zapewnia oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów.
Ps2. HOTEL RADO – Zróbcie coś z tym zasięgiem – jest zero na T-Mobile i Orange.
Czytaj też:
Piękno ukryte w kamieniu – Hotel Krasicki **** w Lidzbarku
The Passenger w Madrycie – Oryginalna restauracja retro w wystroju z pociągu
Artykuł Hotel Rado case study – na co zwracają uwagę goście hotelowi w pokojach? pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Przeprowadziłam wywiad z Panem Lubna Al Laham Account Manager z Agencji Entourage z Dubaju o ich evencie dotyczącym premiery nowego Volvo S40 który odbył się kilka tygodni temu. Sam launch produktu nie miałby nic ze swojej wyjątkowości, gdyby nie fakt że został przeprowadzony w 5 strefach przestrzeni miejskiej w Dubaju… Premiera produktu – event wielowątkowy […]
Artykuł Volvo V40, premiera produktu i jak to się robi w Dubaju… pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>
Przeprowadziłam wywiad z Panem Lubna Al Laham Account Manager z Agencji Entourage z Dubaju o ich evencie dotyczącym premiery nowego Volvo S40 który odbył się kilka tygodni temu. Sam launch produktu nie miałby nic ze swojej wyjątkowości, gdyby nie fakt że został przeprowadzony w 5 strefach przestrzeni miejskiej w Dubaju…
Aga: Ze zdjęć jakie wrzuciliście na facebook’a wynika, że mieliście event równocześnie na kilku nośnikach, i dodatku w kilku miejscach. Część była na luksusowych łodziach, pływających po zatoce, w tym samym czasie na skwerze w pobliżu centrum handlowym była scenografia złożona z samego wypukłego napisu Volvo, jeszcze gdzieś indziej widzimy Pałac z uroczystą kolacją, a potem pole golfowe gdzie tonie w zieleni białe świecące Volvo – jak to właściwie było? Opowiedz – jaką formułę miał ten Wasz Event?
Lubna: Lunch Volvo V40 obejmowało kilka aktywności jednocześnie. W założeniach naszego klienta było od początku próba zaangażowania potencjalnego klienta w najbardziej uczęszczanych w najbardziej zatłoczonych miejscach. U nas takim miejscem szczególnie znanym z hałasu jest JBR czyli Jumeirah Beach Residence (JBR) in centrum przystani w Dubaju. Właśnie tam zaplanowaliśmy z klientem scenografiię, w ramach której zamontowaliśmy szeroki i rozległy stand – w kształcie loga Volvo. Wokół loga były poustawiane V40-tki w różnych odsłonach. Dodatkowo zainstalowaliśmy olbrzymi Led Screen który wyświetlał reklamy Volvo-premiery. W związku z tym, że to miejsce jest naprawdę głośne – pomyśleliśmy nad formą aktywności dla odwiedzających w nieco innym formacie – a mianowice „Silent Disco”. Rozdawane były bezprzewodowe słuchawki w których kilku DJ-ów miksowało muzykę – każdy na innej częstotliwości radiowej. Zabawa przyciągnęła kilkaset funów Hip-hop’u, Pop-u, Rap-u i innych naszych narodowych wykonawców. W ramach poczęstunku mieliśmy brandowane niebieskim logo Volvo babeczki, po które ustawiały się kolejki.
W tym samym czasie mieliśmy konferencję prasową z dziennikarzami, która miała miejsce na Polu Golfowym „The Emirates Golf Club Majlis”. Mieszkańcy Dubaju wiedzą że jest to unikalne miejsce, z krótko przystrzyżoną przepiękną trawą z ukrytymi dołkami golfowymi chorągiewkami. W takiej scenerii białe, lśniące, nowiutkie V40 wręcz wynurzały się z zieleni… Pary młode przychodziły na sesje zdjęciowe…
Z tego miejsca zabraliśmy wszystkich do Royal Mirage – pałacu z wyczesaną galą, na której była uroczysta kolacja z czterodaniowym menu. Gośćmi byli importerzy, osoby z branży i inwestorzy. Oświetlenie i branding Volvo nadał niesamowitej atmosfery… goście czuli się wyjątkowo.
Na koniec wspomnę o miejscu, skąd zdjęć już nie znajdziesz na fejsie. Jeden z najsłynniejszych klubów nocnych na luksusowym statku zwanym 360 stopni. Na ten pełnonocny rejs popłynęła już elita. Był pokaz laserów i fontann z animowanym logiem klienta w 3D. Na statku każdy element – poduszki, drinki, ekrany, nawiązywał do marki Volvo. Przez to odbiór marki okazał się na najwyższym poziomie z możliwie zaproponowanych wcześniej. Klient docenił wysiłek z jaką dokładnością oddaliśmy się w kreację tego jednego dnia w roku.
Aga: Wygląda to na zdjęciach bardzo wyjątkowo i niesamowicie. Z resztą pewnie tak jak mówisz – dużo się działo i wszędzie było mocno energetycznie. Czy potrafisz oszacować ile ludzi miało styczność z tą akcją w charakterze gości? Ilu ludzi zostało zaproszonych – kim byli ci ludzie? Zapraszał je klient czy to było w kompetencji agencji? Jak sobie z tym poradziliście – z frekwencją?
Lubna: Frekwencja była wysoka. Nie potrafię oszacować ile osób miało styczność z marką w przestrzeniach publicznych – myślę że kilkanaście tysięcy. Na sam Event zaprosiliśmy ponad 250 gości na jazdy próbne, przyszło ponad 30% więcej ponad oczekiwaną liczbę gości klienta. Kilkadziesiąt osób było na konferencji prasowej. Gala dinner dla importerów i VIP-ów to ponad 200 osób. Rejs nocny był już tylko dla wybranej garstki z tejże elity. Dodam tylko że zaproszenia były osobiście podpisane przez zarząd spółki Volvo w Dubaju – zarówno jak i dla mediów jak i zaproszenia rozsyłane przez PR Agencję.
Aga: Scenografia „wbija w fotel”, na pewno była dosyć nośna medialnie. Czy projektowaliście ją sami? Ile było wersji propozycji zanim klient wybrał tę właśnie zrealizowaną? Co była klienta intencją? Z jakimi celami musieliście się zmierzyć aby sprostać wymaganiom klienta? Powiedz nam coś więcej o tym…
Lubna: Wszystkie grafiki robił nasz wewnętrzny grafik. Klient pokochał od razu pierwszą wersję, co dało nam natychmiastowy podpis na zamówieniu. Celem była wysokiej klasy ekspozycja w kilku miejscach równocześnie. To pozwoliło zaspokoić klienta cele sprzedażowe grubo ponad kreskę.
Aga: Wspaniale – gratulacje inwencji i rozmachu. Ostatnie pytanie…. Jaki jest szacunkowy budżet takiego eventu u Was w Dubaju? Włącznie z produkcją materiałów brandowych, giftów, scenografią, techniką, ludźmi?
Lubna: Niestety tego już nie mogę zdradzić, Agnieszko.
Aga: No szkoda, Dziękuję Ci za rozmowę.
Lubna: Dziękuję.
Sprawdź inne eventy:
Pierwszy taki – Halloween w Wieliczce
Gigantyczny Domek dla Lalek – scenografia ambientowa
Artykuł Volvo V40, premiera produktu i jak to się robi w Dubaju… pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Tragedia w Brazylii Wyobraźmy sobie klub nocny, zwykła dyskoteka w centrum jednego z większych miast.. Klub ma renomę luksusową w owym mieście, jest sobota, trwa karnawał… Opalone długonogie panny i wypachnieni zbrylantowani amanci pchają się w kolejce do wejścia Klubu. Uiszczają opłatę w kasie klubu. Potem kontrola estetyczna u szerokobarczystego ochroniarza. I jesteśmy w środku. […]
Artykuł Eventowe case-study versus zarządzanie ryzykiem pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>
Wyobraźmy sobie klub nocny, zwykła dyskoteka w centrum jednego z większych miast.. Klub ma renomę luksusową w owym mieście, jest sobota, trwa karnawał… Opalone długonogie panny i wypachnieni zbrylantowani amanci pchają się w kolejce do wejścia Klubu. Uiszczają opłatę w kasie klubu. Potem kontrola estetyczna u szerokobarczystego ochroniarza. I jesteśmy w środku. Szatnia – numerek i lecimy w tango!!!
Widzicie te światła? Dymownica, w niej lasery, smugi światła dotykające ponad 2 000 tańczących głów. Taniec, ostra muzyka techno, kilku DJ’ów przy swych konsoletach zapodaje coraz to lepsze kawałki, wtóruje oświetleniowiec lawirując głowami i laserami… Atmosfera jest iście gorąca… Potem długo wyczekiwany zespół wieczoru. Ruszyli z ostrym przytupem! 2 000 osób szaleje w rytmie taktów na podświetlanym parkiecie.
Nagle świst, zaraz za nim błysk pod sufitem… Głowy uczestników jak na sygnał wojskowy równo zadzierają wzrok… Ktoś puścił racę? Pokaz pirotechniczny wewnątrz budynku… ale klasa… ale nie… coś jest nie….Zbyt dużo dymu… i ten ogień. Jakby się rozprzestrzeniał… W zaledwie chwilę pochłania izolację akustyczną sufitu i z lekkością przechodzi niżej! Ogromny płomień zamiata wnet sklepienie pożerając elewację ścian. Słychać piski, krzyk, wrzaski… Coś z sufitu odrywa się i spada na publiczność. Tłum wpada w panikę. Część już nie żyje. Obserwatorzy przerażeni szukają wyjścia, taranują się aby ocalić siebie. Każde napotkane drzwi są zamknięte. (Tak, tak, dla uniknięcia uczestników na gapę – ochrona zamknęła). Gdzie oni teraz są, gdzie klucze zapasowe? Czujki dymu nie uruchamiają alarmu, coś nie działa, nie ma deszczowni… zaraz, zaraz którędy się wchodziło kilka godzin temu? Gdzie u diabła jest wyjście!!! Bardziej rezolutni szukają gaśnic… – znajdują w rogu sali – odbezpieczają… i …niestety po wstrząśnięciu – te również nie działają. Kolejni poszkodowani wpadają do łazienki sądząc, że tamtędy jest wyjcie. Nie, niestety też nie… osuwają się na kolana z płaczem i zrezygnowaniem… A potem tylko śmierć zasłania kartę kalendarza w noc z 26-ego na 27 stycznia 2013 roku. W wiadomościach na czerwonym pasku leci bilans strat: 235 osób nie żyje, 131 osób rannych w klubie nocnym „Kiss” w Santa Maria w Brazylii. Wiek młodzieży 18-21 lat.
To wydarzenie składnia do refleksji – bo chodź kraj odległy, eventy bliskie jak koszula ciału. Rachunek sumienia… kiedy ostatnio ustaliłam gdzie są gaśnice na mojej konferencji – to bez problemu. No ale idźmy dalej: ale kiedy sprawdziłam ich plombę ważności?! Kiedy sprawdziłam czy działa sygnalizacja/alarm w razie niebezpieczeństwa? Czy dymownica nie robi aby za dużo zamieszania – czy przez mgłę dostrzegalne są wyjścia ewakuacyjne?
Czy scenografia nie zasłania wentylacji, czy drzwi są z każdej strony otwieralne… ? Czy wykładzina pokrywająca scenę należy do kategorii niepalnych – ktoś widział atest?!
Wreszcie co zrobić gdy pojawi się sprzężenie w hotelowej instalacji i nagle coś walnie niebieskim płomieniem nagle w ścianie, raniąc tych w najbliższym promieniu rażenia…
Mądrych tu będzie bez liku – jednak zastanówmy się jak zarządzamy ryzykiem organizując nasze wydarzenia. Czy zawsze mamy ubezpieczenie OC i NNW dla naszych gości, dla naszych klientów? Czy budżet znów nie wytrzymał na tak nie wiele – zwykle 1% wartości eventu. Czy policzyłeś dokładnie ile każde z urządzeń pobiera prądu? Czy aby na pewno nie spowodujesz przeciążeń w lokacji, którą obecnie zajmujesz? Wreszcie – czy odpowiednio przewidziałeś Plan A, i masz w zanadrzu Plan B i Plan C do reakcji w razie konieczności szybkiej ewakuacji? Czy masz telefony do najbliższego szpitala, policji i straży pożarnej? Czy masz zapasową baterię do telefonu, na wypadek gdyby Ci się rozładował?
Jeszcze jedna pocztówka ze wspomnień – W sierpniu 2012 byłam na koncercie Madonny na Narodowym. Koncert się skończył, ochrona pojedynczo zaczęła wypuszczać w rządku ludzi z pod płyty sceny. Wychodziliśmy dłużej niż wchodziliśmy, z 30 minut. Trzeba było to zobaczyć: kilka setek ludzi rządkiem. Panom Ochroniarzom zabrakło wyobraźni, że ktoś może potrzebować pomocy, a komunikacja może być konieczna szersza niż na dwa pojedyńcze korytarze w gąszczu barierek. Na szczęście tu nic się nie stało… jedynie pękła mi żyłka nerwuska.
Zachęcam do osobistego, szczerego rachunku sumienia, czego może zabraknąć na Twoim evencie w razie wydarzeń takich jak te w Brazylii w Santa Maria. To nasze wewnętrzne eventowe zarządzanie ryzykiem.
To seria zaniedbań i błędów była przyczyną tej tragedii – to seria błędów być może, takich jak my – organizatorów eventów. Bądźmy zatem czujni i nie dajmy się zaskoczyć scenariuszem z filmu „Oszukać przeznaczenie”. Czego sobie i Wam życzę… ufff ufff…
Aga Ciesielska
Sprawdź inne case study:
Volvo V40, premiera produktu i jak to się robi w Dubaju…
Gigantyczny Domek dla Lalek – scenografia ambientowa
Pierwszy taki – Halloween w Wieliczce – Eventowa Bloggerka
Artykuł Eventowe case-study versus zarządzanie ryzykiem pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>