add_action('wp_footer', function () { echo ''; }, 99);
add_action('wp_footer', function () { echo ''; }, 99);
Chyba każdy z nas lubi zaglądać do sąsiada i podpatrywać jego zielony trawnik… Dziś zachęcam do zapoznania się z kuluarami wydarzeń Endorfina Events – agencji wyróżnionej w 2019 roku przez Media i Marketing! Zobacz jak wspominają ich realizacje ubiegłoroczne. Co uznają za trendy w 2020? Jak zmieniają się ich klienci? Moc inspiracji, GO! Eventowa Blogerka: […] Artykuł Endorfina Events – o trendach na 2020 i ich eventowych realizacjach pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka. Michał Lizner: 2019 rok to dla endorfina events, obok ciekawych projektów komercyjnych, rok realizacji wydarzeń wewnętrznych dla naszych Klientów. To także tendencja, jaką zauważyliśmy w zarówno polskiej, jak i zagranicznej branży i która naszym zdaniem będzie mocno obecna w 2020. Odważę się nawet wysnuć tezę, patrząc na poziom inwestycji przy niektórych naszych zeszłorocznych realizacjach, że w nadchodzącym roku budżety na spotkania z pracownikami lub dla mocno określonej grupy z otoczenia firm, jak np. partnerzy biznesowi, w wielu przypadkach będą sporo większe niż na projekty stricte komercyjne. To co warto podkreślić, to fakt, że tego typu imprezy już dawno przestały być po prostu spotkaniami przy drinku i występie przypadkowego artysty. Są to często świetnie zaplanowane (nawet na kilka miesięcy wcześniej) i realizowane z rozmachem eventy. Klienci oczekują nie tylko sprawnej organizacji, ale także ciekawych lokalizacji, odpowiedniej oprawy wizualnej i dźwiękowej, czy zaskakujących atrakcji. To od strony produkcyjnej. Tego typu eventy to również idealne narzędzie do budowania komunikacji i kultury organizacyjnej. Dlatego każdy element musi być spójny z wizerunkiem firmy, jej wartościami i przekazami, które chce budować w swoim środowisku wewnętrznym, czy najbliższym otoczeniu. Nie bez przyczyny przecież mówi się o naszej branży jako o event marketingu. A to wymaga strategicznego myślenia oraz przemyślanych rozwiązań kreatywnych. Stąd w naszej agencji od lat przywiązujemy bardzo dużą uwagę do strategii i kreacji. Obok wielkich wydarzeń nawet na tysiące osób nie możemy zapominać o tych mniejszych, ale równie istotnych. Np. spotkania świąteczne – to praca nad odpowiednią atmosferą, gift packami, muzyką. Dla niektórych z naszych Klientów, jako zaufana agencja realizujemy także projekty prezentowe dla partnerów biznesowych, zajmując się nie tylko konceptem, ale także pełną ich produkcją (od opakowania po same podarunki), konfekcją oraz dostarczaniem. Michał Lizner: Obok wspomnianych eventów wewnętrznych dla naszych Klientów, w tym roku na wyróżnienie wśród naszych realizacji zasługują: Michał Lizner: Z dumą wspominam także jeden z najbardziej intensywnych okresów, kiedy to w zaledwie miesiąc nasz team objechał 13 miast w 8 krajach, realizując przy tym 21 eventów! Michał Lizner: Trudno mówić, że coś przestaje mieć znaczenie. Ja raczej mówiłbym o ewolucji i konieczności dostosowania się do zmieniających trendów, m.in. społecznych. To one teraz rządzą światem marketingu i niebranie ich pod uwagę w trakcie planowania wydarzenia jest po prostu może mieć ogromny wpływ na jego odbiór. Takim coraz mocniejszym trendem, który w 2020 na pewno tylko urośnie w siłę jest oczywiście ekologia i ideologia zero waste. To wyzwanie, ponieważ z założenia eventy to działanie jedno lub kilkurazowe. Ale staramy się sprostać tym wymaganiom, poczynając od prostych kroków. Rezygnacja z plastikowych kubeczków, słomek czy balonów na eventach plenerowych, a kończąc na rozwiązaniach scenograficznych, produkcji elementów, które będziemy mogli wykorzystać w późniejszych realizacjach. Nie mógłbym nie wspomnieć tutaj o nowej technologii – AI i big data, które wkraczają do naszej branży nie tylko jako nowinka, ale rozwiązanie, które realnie usprawni realizację wydarzeń. Badanie przepływu gości eventów. Analiza ich ścieżek, obserwacja i zarządzanie potencjalnymi punktami zapalnymi – to elementy, którymi dzięki technologii będzie można swobodnie już niedługo zarządzać. Eventowa Blogerka: Tak, obserwuję z dużą ciekawością rozwój tej technologii. Michał, czego byście sobie życzyli w zespole Endorfina Events, w nadchodzącym 2020 od branży eventowej, podwykonawców i współpracowników? Michał Lizner: Od zawsze dla nas najważniejsi są ludzie. Czego życzyłbym sobie przede wszystkim ? By nasz zespół Endorfina Events, wciąż miał w sobie tyle energii, pasji i radości w pracy, jak do tej pory. To dzięki nim nasze realizacje zapadają w pamięć i zdobywają uznanie klientów i uczestników. A na koniec – tego samego co w 2019! Eventowa Blogerka: dziękuję za rozmowę Michał. Michał Lizner: Dzięki Aga Ps. W ostatnich tygodniach zaczęliśmy intensywnie – bo Eventowa Blogerka weszła na Internety z nowym Videoblogiem EVENT VLOG. Jeśli chcesz zobaczyć zatem pierwszy odcinek – nie wahaj się zerknąć na materiał poniższy: Ps2. Warto zajrzeć do wywiadu Olgi Krzemińskiej – Zasadzkiej z Agencji Power która również uchyliła rąbek tajemnic związanych z ich realizacjami w 2019 roku. Ps3. Jeśli myślisz jak możesz się otworzyć na ekologię – to pierwszy materiał emitowany w tym roku był właśnie o tym. Podcast, artykuł i masę ciekawych pomysłów odkrywałam z Kamilą Tyniec – w tym artykule. Artykuł Endorfina Events – o trendach na 2020 i ich eventowych realizacjach pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka. Gadżety reklamowe są nieodłącznym elementem wszelkich eventów. Bez względu na to czy organizujemy imprezę firmową, konferencję branżową czy wydarzenie kulturalne. Organizatorzy już nie ograniczają się do długopisów, smyczy czy breloczków. Bo kto powiedział, że nie mogą poszaleć? W tym przypadku spektrum możliwości jest nieograniczone. Ile razy braliście udział w imprezie firmowej, na której gadżet był […] Artykuł Gadżety reklamowe – co kupują klienci? pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka. Gadżety reklamowe są nieodłącznym elementem wszelkich eventów. Bez względu na to czy organizujemy imprezę firmową, konferencję branżową czy wydarzenie kulturalne. Organizatorzy już nie ograniczają się do długopisów, smyczy czy breloczków. Bo kto powiedział, że nie mogą poszaleć? W tym przypadku spektrum możliwości jest nieograniczone. Ile razy braliście udział w imprezie firmowej, na której gadżet był zwykłą torbą na zakupy z długopisem i notatnikiem w środku? Zbyt wiele? Niestety gifty dla gości często traktowane są po macoszemu, a to duży błąd. Gadżety są ważnym narzędziem marketingowym. W ich przypadku zasada jest prosta: Im bardziej użyteczny jest prezent, tym większe są szanse na zapamiętanie wydarzenia i firmy, która za nim stoi. Na rynku (codziennie) pojawia się masa nowych gadżetów, więc zanim zdecydujecie się na kolejną smycz, sprawdźcie co warto podarować uczestnikom. W tym przypadku jest wiele opcji. Możecie wykonać każdy kształt pudelka z dowolnym nadrukiem (również na szufladce) i umieścić w nim zapałki z łebkami oraz patyczkami w dowolnym kolorze – białym, żółtym, pomarańczowy, czerwonym, bordowym, różowym, purpurowym, jasnoniebieskim, niebieskim, zielonym etc. Koszt? od 0,55 pln net /pudełko. ps. (Ciekawi mnie tylko ile ludzi kupuje dziś zapałki i czy nie jest to jedynie produkt szybko rotujący na Święto Zmarłych.) To gadżet, który przyda się każdemu bez względu na porę roku. Możemy wyprodukować każdą wielkość i kształt opakowania. Chusteczki z dowolnym nadrukiem dostępne są także w kartoniku, który można ustawić na biurku. Tu także istnieje opcja dowolnych kształtów. Koszt? od 1 pln net. A dlaczego nie? Tu też można poszaleć – dodać logo, wybrać dowolny model – długie i krótkie, stopki. Możliwości produkcji? Własne logo lub inna grafika, wysoka wytrzymałość i jakość, dowolna kolorystyka…nieskończona liczba możliwości. Koszt? Już od 8 pln net. Osobiście takie skarpetki otrzymałam od Kompanii Piwowarskiej w Listopadzie na evencie i przehasałam całą zimę w nich – dobrze je wspominając. Bardzo trafiony prezent. Absolutny hit tego lata. Drewniana muszka do koszuli to świetny gadżet reklamowy. Posiada wygodny system mocowania – na klamerkę. To co się na niej znajdzie zależy tylko od nas – można je grawerować, docinać, sklejać, obsypywać brokatem lub ozdabiać w dowolny inny sposób np. umieścić na niej ukryte logo. Koszt? od 9,90 pln net. Ekologiczne gadżety mają teraz swoje pięć minut. Produkty z metką „eko” coraz częściej trafiają do gości zaproszonych na event. Znalazły uznanie w wielu firmach, które wykorzystują je jako nośnik reklamowy. Najpopularniejszym produktem są oczywiście torby materiałowe, które posiada chyba każdy z nas. Jednak oferta artykułów ekologicznych jest dużo szersza – produkty biodegradowalne, drewniane, pochodzące z recyklingu oczywiście każdy z opcją nadruku wybranego logotypu lub chwytliwego hasła. Koszt od 1 pln net. Do tej kategorii zaliczę też butelki na wodę które są dość modne. I taka ciekawostka: trochę technologii w wersji eko czyli Ekologiczny Robot Pudełkowy. Zestaw do samodzielnego złożenia to gratka dla wielbicieli tworzenia kreatywnych projektów i konstrukcji. Możecie go ozdobić wedle własnego uznania, wystarczy tylko marker dołączony do zestawu, a reszta to pole do popisu dla wyobraźni. Możliwe jest zbudowanie robota na różne sposoby, za każdym razem może wyglądać inaczej. Koszt? od 21 pln
Mix gier złożony z kompletu 24 szt. kolorowych kostek, które możecie brandować. Zabawka dla praktycznie każdego. Koszt? 1,62 pln net /kostka Jest niekwestionowanym królem gier towarzyskich. I na to miano najzupełniej zasługuje. Cel gry jest prosty – należy zostać ostatnim graczem, który dostawi drewniany klocek tak, aby wieża nie uległa zawaleniu. Koszt? 9 pln net. Mini lokalizator notiOne – jestem pewna, że ten nowoczesny i praktyczny prezent spodoba się każdemu, niezależnie od płci, wieku czy zainteresowań. Można nim oznaczyć klucze, rower, samochód, laptopa, ale również dziecko, osobę starszą czy ukochanego pupila. Właściciel notiOne po połączeniu z darmową aplikacją namierza zgubę nie tylko w pobliżu, ale i nawet na drugim końcu Polski. notiOne może być obrandowany w logo firmy i z pewnością stanie się jej trwałą, skuteczną wizytówką. Koszt? ok. 99 pln net Przenośny obiektyw, który jest w stanie powiększyć obraz aż do 30 razy. Wystarczy nałożyć ten gadżet na obiektyw swojego smartfona, uruchomić kamerę, powiększyć obraz na ekranie telefonu i przystawić go do interesującego nas obiektu (np. liścia, grzyba, owada czy w warunkach biurowych kanapki kolegi). Natychmiast możemy podziwiać na ekranie powiększony obraz oraz możemy go fotografować. Koszt? ok. 39 pln net Osłona kamery internetowej to stylowy i popularny sposób na przykrycie kamerki w laptopie w celu zwiększenia bezpieczeństwa w domu lub w miejscu pracy. Samoprzylepne podłoże ułatwia mocowanie. Przesuwana przednia pokrywka może być znakowana logo czy hasłem w technice sitodruku. Świetny gadżet na kolejny event. Koszt? od 10 pln net Telefony ładujemy praktycznie nawet codziennie. Sięgając po donut klienci będę o nas pamiętać. Oryginalna ładowarka bezprzewodowa jest kompatybilna z najnowszymi urządzeniami. Koszt? od ok. 59 pln. Przez żołądek do serca? Jeśli wybieracie tę drogę to polecam pyszny mix w słoiku, który wystarczy wymieszać, aby uzyskać domowe ciasteczka. Butelki możecie wykonać z indywidualną etykietą. Koszt? ok. 21 pln net. Jeden gest i tak wiele emocji! W starożytnym Rzymie podniesiony kciuk uratował życie gladiatorów. W dzisiejszych czasach po prostu wskazuje, że wszystko jest w porządku. Powiedz swoim znajomym „Podoba mi się!” i daj im znać jak się czujesz taką świeczką! Zwykłe zapałki, chusteczki czy skarpetki mogą być niezwykłe. Wystarczy trochę wyobraźni, a tej nam – Event Managerom nie brakuje. Ile głów tyle pomysłów. Czekam na Wasze propozycje eventowych gadżetów, które królowały na Waszych imprezach w ostatnim czasie. Korzystając z okazji – krótko opowiem Wam o u mnie. W sobotę robię wewnętrzną imprezę z okazji swoich czterdziestu wiosen lub jak kto woli – jesieni. Za dwa tyg. duża sztuka Jubileuszowa 150-lecia w Warszawie dla jednej z sieci spożywczych, a później kolejna konferencja KIKE, która chyba się tak podoba że może sięgnie 1.000 osób po raz pierwszy w życiu. A potem daj boże jakieś wakacje. A może i nie bo mnie zasypiecie kolejnymi wyzwaniami. kto wie, kto wie…Nie dajcie się mordeczki w kolejnym mocno absorbującym sezonie. No i powodzenia za każdym razem! Pozdrawiam serdecznie Aga – Eventowa Blogerka Ps. A w ostatnich wpisach warto zobaczyć :Super piracki event dla dzieci w galerii Promenada podczas wakacji a także był wywiad z Mirkiem Robakiem o technice estreadowej. Serdecznie zapraszam na bloga w przyszłym tyg.bo będzie wywiad z Agnieszką Huszczyńską, która jest organizatorem Forum Branży Eventowej. Ps2. Jeśli lubisz coś z siebie dawać – oddaj głos na Polaków którzy zakwalifikowali się do TOP listy Eventowych Influencerów: Olga Krzemińska-Zasadzka, Ania Nowakowska, Krzysztof Celuch, Anna Górska, Mateusz Czerwiński, Rafał Mrzygłocki w konkursie Eventex All-Stars: The Most Influential People in The Event Industry. To projekt prezentujący osoby, których postawa i działanie w istotny sposób wpływają na całą branżę eventową. Głosowanie polega na oddaniu głosów – a każdy ma ich aż dziesięć! Głosowanie jest do dziś 12.09. Link do głosowania tutaj. Ja już głosowałam zajęło to 30 sekund. Spróbuj i Ty! Fajnie by było mieć Influencera Eventowego jakiegoś jeszcze utytuowanego, nie? Artykuł Gadżety reklamowe – co kupują klienci? pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka. 17 maja blisko 3 500 gości miało okazję świętować Jubileusz 25-lecia Rossmana w Polsce. Ten projekt był wyzwaniem dla Dagmary Bolin i jej zespołu kolegów i koleżanek z agencji endorfina, przez blisko 5 miesięcy. 17 dni montażu ogromnej hali namiotowej zajmującej 5,500 m. kw. powierzchni na plaży. 1200 ton sprzętu technicznego pod 6 koncertów. A to […] Artykuł Jak wyszedł Jubileusz 25-lecia sieci Rossmann w Polsce ? O Tym – endorfina events oczywiście pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /home/eve/domains/eventowablogerka.pl/public_html/wp-content/themes/magzilla/functions.php:637) in /home/eve/domains/eventowablogerka.pl/public_html/wp-includes/feed-rss2.php on line 8
Chyba każdy z nas lubi zaglądać do sąsiada i podpatrywać jego zielony trawnik… Dziś zachęcam do zapoznania się z kuluarami wydarzeń Endorfina Events – agencji wyróżnionej w 2019 roku przez Media i Marketing! Zobacz jak wspominają ich realizacje ubiegłoroczne. Co uznają za trendy w 2020? Jak zmieniają się ich klienci? Moc inspiracji, GO!
Eventowa Blogerka: Michał, jaki to był rok dla endorfina events?
Eventowa Blogerka: Brzmi to wszystko jak wieści z dobrze poukładanej niemieckiej fabryki BWM! A jakie 3 najciekawsze wydarzenia zrealizowaliście w 2019?


Eventowa Blogerka: Jednym słowem Endorfina Events to imponujące wydarzenia, i non stop dużo wyzwań. Serdeczne gratulacje Michał. Jesteśmy po pierwszym miesiącu Nowego 2020 roku. W czym już teraz dostrzegacie wyzwania? Czy coś traci na znaczeniu?

Zapałki

Chusteczki higieniczne
Skarpetki też są gadżetem reklamowym?
Drewniane muszki
Eco – gadżety
Robot pudełkowy
Kostki do gry
Wieża Jenga dobra dla każdego
Lokalizator notiOne
Mikroskop do Smartfona

Zaślepka na kamerę w laptopie

Bezprzewodowa ładowarka
Ciasto w butelceŚwiece z gestów rąk…
Powodzenia Wybrańcy!
17 maja blisko 3 500 gości miało okazję świętować Jubileusz 25-lecia Rossmana w Polsce. Ten projekt był wyzwaniem dla Dagmary Bolin i jej zespołu kolegów i koleżanek z agencji endorfina, przez blisko 5 miesięcy. 17 dni montażu ogromnej hali namiotowej zajmującej 5,500 m. kw. powierzchni na plaży. 1200 ton sprzętu technicznego pod 6 koncertów. A to wszystko przygotowane z myślą o pracownikach i kontrahentach klienta oraz jej dwudniowej celebracji zjeżdżających się gości z niemal całej Polski. Przed Wami…agencja endorfina i Jubileusz 25-lecia Rossmann w Polsce!
Ale też:
Nad wizją czuwał klient, który miał już swoje doświadczenia z uprzednich celebracji jubileuszy 20-lecia. Notabene również z endorfiną i również w Sopocie. W projekt zaangażowało się setka lub więcej ludzi. Dagmara miała szereg wyzwań – noclegi dla ekip w miarę rozsądnych cenach i przyzwoitych warunkach, współpraca z urzędami miasta i sporo dokumentów w tle, czas, piach który trzeba było wyrównać pod tę realizację i klient ze swoimi oczekiwaniami. Moim zdaniem to doskonały przykład na dobrą współpracę na wielu poziomach i duże zdolności komunikacyjne lidera projektu.
Dagmaro, na Twoje ręce – jeszcze raz pragnę serdecznie pogratulować projektu, jego realizacji i rozmachu z jakim wraz z zespołem endorfiny udało się Wam przygotować. Keep going!
Pozdrawiam Was Kochani i bardzo czekam na Wasze komentarze na temat tej realizacji!
Aga / Eventowa Blogerka
ps. Dzięki za feedback dot. Podcastu Plejady. Nooo grubo zalajkowaliście – ale miałam takie podejrzenie że ta treść może się Wam spodobać! Dzięki – serce rośnie!
Eventowa Blogerka: Jestem w agencji Eventowej Endorfina. Endorfina zrobiła jeden z bardziej spektakularnych projektów w maju, 17 maja. Na plaży w Sopocie wyrosła wielka konstrukcja namiotowa, w której zagościło, no ponad…
Dagmara Bolin: 3,5 tysiąca…
Eventowa Blogerka: …3,5 tysiąca gości, jednej z największych sieci w Polsce – drogerii Rossmann. I chciałam Wam przedstawić dzisiaj Dagmarę Bolin, która jest senior project managerem, jest liderem projektu, który prowadziła.
Dagmara: Miło mi.
Witam cię Dagmarko. I chciałam też powitać Jolantę Żarnoch, która jest PR managerem Endorfiny i też na pewno nam kilka cennych informacji zdradzi. Słuchajcie, odbył się super projekt. Ja widziałam, pierwsza moja styczność to była przede wszystkim na Facebooku, jak leciał filmik, który faktycznie robi wrażenie w ilości prac, które zostały tam przygotowane.
To jest 5 miesięcy przygotowań, 17 dni montażu i demontażu, 320 osób obsługi wydarzenia, 5 500 metrów kwadratowych powierzchni hali namiotowej i ponad 1200 ton sprzętu technicznego. Po to, żeby zrobić dwa dni eventu, w tym 6 koncertów, tak? Dobrze zrozumiałam?
Dagmara: Dokładnie tak. Do tego jeszcze mnóstwo innych rzeczy, 2 ciężarówki prądu i milion kilometrów kabli. Dokładnie taki event był dwudniowy. Był podzielony na pracowników i kontrahentów. I oprócz samych wieczorów eventowych, odbywał się szereg dodatkowych atrakcji dla pracowników, drugiego dnia.
Czyli to był taki trochę złożony projekt, taki projekt w mikro projektach w środku?
Dagmara: Tak, dokładnie. Poza postawieniem wielkiej hali, zorganizowaniem tam całej infrastruktury oraz koncertów, zadbaliśmy też o to, żeby goście mieli co robić w ciągu dnia. Więc i płynęli statkiem, i mieli improwizowany teatr, odwiedzili Teatr Szekspirowski czy muzea. My oczywiście dbaliśmy o to, żeby wszędzie dojechali na czas i trafiali do hoteli wtedy, kiedy potrzeba.
Super. Powiedz mi, ile się czasu mniej więcej pozyskuje taki projekt. Bo 5 miesięcy przygotowań, to jest od momentu prawdopodobnie już podpisania umów.
Dokładnie tak. Myślę, że drugie tyle to była praca nad ofertą i nad przekonaniem klienta, że będziemy idealną agencją do realizacji tego projektu.
Czy konkurencja była duża?
Konkurencja była bardzo duża. Zresztą konkurencja potem się odzywała z gratulacjami.
A, to miłe.
I też podpytywali, co zrobiliśmy, żeby wygrać. A ja myślę, że wpływ na to, że wygraliśmy miało kilka czynników. Po pierwsze, 5 lat temu organizowaliśmy też dla Rossmanna, też w Sopocie, też na plaży ich 20-lecie. To był ich autorski projekt, ich pomysł. Natomiast my odpowiadaliśmy za całą realizację. Podobnie jak teraz. Na troszkę inną skalę, ale też z sukcesem. Więc klient miał po nas bardzo dobre wspomnienia. Przygotowaliśmy dobrą po prostu ofertę. Inną, niż inne agencje. Mieliśmy bardzo dobry kontakt z klientem w międzyczasie i pewnie też sporo pracy takiej new-biznesowej z naszej strony, czyli jednak interesowanie się, dosyłanie dodatkowych materiałów, umiejętność przelania wizji klienta co do tego eventu, już na sam event. Bo ze względu na miejsce, czas, to nie było takie łatwe.
No wyobrażam sobie. Czy klient do końca miał faktycznie wizję? Czy duża część kreacji była po waszej stronie?
Oczywiście, jakby sama kreacja czy pomysł na to, jak to wygląda w środku, był po naszej stronie. Natomiast muszę powiedzieć, że Rossmann jako klient był świetny. Oni mieli tę wizję, potrafili nam ją przekazać, mieli swój pomysł na line-up, bo to oni najlepiej znają swoich gości i widzę, co im się najbardziej spodoba. Zresztą ich zespół, a w szczególności, ja tu wymienię, bo muszę wymienić, Tomasz Cieślak, Karolina Waszyrowska, czy Kamil Janiszewski. Oni sami bardzo często realizują eventy, co nam dało ich doświadczenie, wiedzę. Nad projektem pracowaliśmy wspólnie. Oni wielokrotnie nas wspierali, kiedy pojawiały się jakieś małe lub większe „kłody pod nogami”. Nie wprowadzali nerwowej atmosfery i myślę, że to partnerstwo sprawiło, że projekt odniósł duży sukces.
Że projekt płynął.
Tak, dokładnie. Bo ja nie musiałam się stresować kontaktem z klientem, bo po prostu był dobry i jakby, czy były dobre informacje, czy złe to my zawsze działaliśmy do przodu. Więc myślę, że jak mówimy o teamie, no to nie była to Endorfina i podwykonawcy i partnerzy, ale też klient i to, że my tworzyliśmy rzeczywiście większość rzeczy razem. Po prostu.
Trochę chciałabym podpytać o miejsce i lokalizację tego eventu. Ze swoich doświadczeń wiem, że Sopot to jest specyficzne miasto, ze specyficznym jak gdyby obostrzeniami. Wy stawiacie jak gdyby wielką konstrukcję przed frontem Grand Hotelu, powiedzcie, do kogo należało to miejsce i z kim konkretnie musieliście rozmawiać, żeby ten projekt mógł się wydarzyć?
To może ja zacznę od początku. Cała przygoda z postawieniem czegokolwiek na plaży w Sopocie, zaczęła się od rozmowy klienta z władzami miasta, którzy wstępnie wydali pozwolenie, że jeżeli uda nam się uzyskać urzędowo wszelkie pozwolenia, no to oni nie będą nam w tym przeszkadzać. Więc, na początku informacja była taka, że mamy dwóch najemców, od których musimy mieć pozwolenie.
To tym bardziej ci gratuluję, że udało się dopiąć swego, bo to znaczy, że jesteś kobietą idącą po trupach do celu.
Nie było tak źle. No jakby mówiąc szczerze, to oczywiście ja byłam liderem projektu, więc gdzieś to wszystko spinałam, ale miałam też swój team, taki Endorfinowy, który mi pomagał. Miałam gdzieś osoby zaufane w Trójmieście, które też jak zadzwoniłam o 22:00 i mówiłam, że jutro o 7:00 trzeba być w urzędzie, to były i pomogły ze złożeniem czegoś, czy wyciągnięciem jakiegoś papierka, mapy. Więc tutaj mówimy o szeregu ludzi, którzy gdzieś tam się zaangażowali w to mocno, co też było fajne w tym projekcie, bo rzeczywiście ludzie się bardzo mocno angażowali i bez tego zaangażowania myślę, że to tak fajnie by nie wyszło, bo nie wszystko wszyscy robili dla pieniędzy, tylko po prostu czasem chcieli, żeby coś się udało i żeby mogli być częścią fajnego projektu.
Dla mnie eventy to ludzie przede wszystkim, a bez ludzi to nie idzie. Pięknie opowiadasz. Ja już się czuję, jakby wyobraźnią… Wy mieliście tam jakieś lokalne biuro swoje?
Mieliśmy w Grand Hotelu pomieszczenie, zresztą nie jedno, bo to też była kwestia magazynowania. Same wydruki to był pokój.
O ja cię!
Bo jednak agendy były dla każdej grupy inne, przyjeżdżały różne działy, oni nocowali w 16 różnych hotelach plus cała nasza logistyka. Jednym zresztą z wyzwań tego eventu, to była, to było znalezienie noclegu dla ekip, ponieważ te osoby trzeba było przenocować. Trójmiasto może nie ma ubogiej infrastruktury, ale ceny potrafią szybować znacząco w górę, a zwłaszcza w Sopocie. A nam zależało na tym, żeby po pierwsze, ekipy spały blisko, no i w miarę w rozsądnych cenach i warunkach. No bo też nie chodziło o to, żeby położyć ich wszystkich w namiocie. Tylko, żeby jednak jak już mogą odpocząć, to odpoczywali w przyzwoitych warunkach.
Super, czyli myślicie także o swojej kadrze, żeby była wypoczęta i uśmiechnięta już przy realizacji.
Takie mam pytanie, jak się pracuje z Urzędem Miasta, ale to już mniej więcej opowiedziałaś, że współpracują, jest wiele gdyby jednostek, które musiały tutaj wydać pozwolenie?
Powiem tak, oczywiście, oni wymagali wszystkich formalności i to nie jest tak, że ich przychylność sprawiała, że mogliśmy czegoś nie donieść. No bo ich obowiązuje też prawo, więc wszystkie dokumenty i pozwolenia musiały po prostu przejść normalną drogą. Ale oni byli przychylni, nie utrudniali czegoś na siłę. Nie było sytuacji, w której nie odebrali telefonu, nie odpisali, tylko rzeczywiście jak wiedzieli, że gonimy z czasem, to starali się nas wspierać, tak jak tylko mogli. Więc ja wspominam tę współpracę bardzo dobrze, jeżeli chodzi o miasto. Wyzwaniem tutaj, tak jak mówię, było to, żeby tych komórek zaangażowanych było bardzo dużo i to, że wychodzili kolejni najemcy i kolejne jakieś zgody, które trzeba zdobyć, gdzieś cały czas wprowadzało trochę nerwowości, ale…
Udało się.
Udało się.
To jest najważniejsze. Rossmann to sieć drogerii, raczej taki, powiedzmy jedna z bardziej prestiżowych myślę punktów, gdzie ludzie robią zakupy. Powiedz mi, skąd pomysł na event pod namiotem? Czy to był ich koncept, czy wyście zaproponowali?
Tak jak już mówiłam, pomysł gdzieś wyszedł od nich. No bo trudniej wyobrazić sobie coś bardziej atrakcyjnego, niż plaża, widok na morze, molo i jeszcze otoczenie Grand Hotelu czy Sheratona.
A z tego namiotu to było widać morze?
Tak, dlatego że cała część namiotu od strony morza była przeszklona. Więc widok był fenomenalny, szczególnie jak było słońce.
A, to tego nie widać na filmie.
Tak, tego nie widać na filmie, ale było przeszklenie, był piękny taras, więc goście też mogli wyjść na zewnątrz i chłonąć po prostu ten widok. Więc to nie była kwestia braku innej lokalizacji, bo taka lokalizacja z pewnością by się znalazła. Chodziło o to, żeby stworzyć niezapomniany widok i przeżycie. Coś, czego po prostu ci goście nie doświadczą w żadnym innym miejscu. I myślę, że to się udało. Więc jakby pomysł pojawił się w Rossmannie jakiś czas temu i oni postanowili go kolejny raz zrealizować.
Ale robi wrażenie, bo jak gdyby wszyscy oglądają ten film, to ja myślę, że wow, jaka realizacja.
Namiot było widać z daleka.
Tak. Czy jest jakaś lekcja, doświadczenia, wrażenia, jakie wyciągasz po realizacji takiego eventu, jak ten? Z którymi chciałabyś się podzielić. Refleksja?
Główna refleksja jest taka, to jest też to, co pewnie wydaje się, dla wszystkich oczywiste i pewnie wszyscy o tym zawsze mówią, ale dobry team i współpraca to podstawa. Bo tutaj dużo osób musiało dać z siebie bardzo dużo, przez bardzo długi czas.
A to potrafi troszkę obniżyć motywację, jeżeli coś trwa długo i jest po prostu ciężką pracą. Ta współpraca z klientem też jest bardzo ważna, bo pewnie gdyby była inna, to też byłoby ciężej. Po to, że coś musi być dobrze przemyślane, zorganizowane. To, że przewidujemy kolejne kroki, ruchy, plan A, B, C i D, to pewnie w pracy eventowca…
Jest podstawą.
…jest oczywiste i jest podstawą, więc my zawsze jesteśmy przygotowani na to wszystko. Ale finalnie okazuje się, że jednak więcej zależy od ludzi. Od klienta, teamu, podwykonawców, partnerów czy osób postronnych. Bo my byliśmy przygotowani na negatywną opinię mieszkańców, czy turystów.
I pojawiały się niektóre głosy, że jak to stawiamy na plaży i ogradzamy kawałek plaży, a przecież on jest dla ludzi, dla mieszkańców. Ale to były jakieś sporadyczne, pojedyncze głosy. Generalnie ludzie byli zainteresowani, ciekawi.
A długo ten teren był odgrodzony? Bo 5 miesięcy przygotowań…
Samo z też z demontażem i imprezą to było 17 dni.
Okej. Czyli cały maj?
Maj, od momentu majówki do rozpoczęcia, znaczy po majówce do rozpoczęcia sezonu takiego stricte letniego dla najemców. Co też było jednym z elementów wyzwania, bo mieliśmy bardzo krótki czas na montaż. Sama budowa namiotu z wypełnieniem wszystkiego tego, co było w środku oraz otoczenia, to było 9 dni. To jest bardzo mało czasu. My też nie byliśmy w stanie przewidzieć pogody, a tutaj każda godzina złej pogody była dla nas zagrożeniem tego, że się znacząco przesunie.
Myślę, że tutaj najważniejsze jest to, że to była plaża, to był piasek. To są rzeczy, o których ja na początku nie zdawałam sobie aż tak mocno sprawy. Bo planując działania, gdzieś zakładam, musimy ułożyć harmonogram takich prac. No więc po rozmowach z podwykonawcami widzimy teren, badamy go, robimy wizję lokalną. Wszystko wszyscy wiedzą.
Wiemy do jakiego poziomu musimy wyrównać teren. A mówimy o 5 tysiącach metrach kwadratowych, które muszą być na jednym poziomie. Mówimy o piasku, który jakby wykonuje ruchy. Wiatr go nanosi. To jest materiał, który pracuje, czyli on się ubija, on pulchnieje. Więc… a poziom, do którego my dążyliśmy, to było maksymalnie 5 centymetrów
Widzę, że tutaj zebrałaś dużo doświadczeń geodezyjnych.
Umiem mierzyć teren, umiem wyznaczać teren. Naprawdę doświadczenia takiego, którego nigdy myślałam, że nie zdobędę, zdobyłam sporo. I to są właśnie, to są wiesz nawet fajne też sytuacje, które pokazują, jak ważni są ludzie. Ponieważ to nie był jeden dzień pracy spychacza, tylko trzy. W czasie kiedy pracował spychacz, my musieliśmy zaczynać pracę.
A spychacz musiał nanieść kupkę, czy zgarnąć?
Musiał przesuwać piach, zgarniać, przesuwać, wyrównywać, ubijać. Wszystko musiał robić. A doszło do tego, że w pewnym momencie, ponieważ już powstawała podłoga namiotu, a my ciągle walczyliśmy z piaskiem, to za łopatę zabrał się kierownik budowy, ja i wszystkie osoby z ekipy. I przez kilka godzin po prostu łącznie ze wszystkimi osobami…
Pokaż ręce, masz odciski?
Miałam.
Już zeszły?
Już zeszły, ale miałam. Robiliśmy to przy pełnym słońcu, bo akurat to był ogromny plus, pogoda była fenomenalna, rzadko taka się zdarza w tym okresie, a nam dopisało szczęście i pierwsza burza jaka była z gradem wielkości dłoni prawie, trafiła się jakieś 3 sekundy po tym jak zamknęliśmy pole namiotu i dach. Więc myślę, że to taka sytuacja filmowa, że…
Czyli niebiosa Ci sprzyjają.
Dosłownie była sytuacja, w której zamknęliśmy pole i lunął deszcz, była wielka burza. Ale już jakby byliśmy bezpieczni, bo wszystko to co było najważniejsze stało i nie było mokre w środku. Ale tak jak mówię, gdyby nie ludzie, ci, których miałam dookoła, no bo to że ja wezmę łopatę gdzieś jest logiczne, że to mój projekt, ja za niego odpowiadam, więc mi najbardziej zależy, ale jak widać zależało wszystkim innym.
Tak jest.
Więc była scena, kiedy my nanosiliśmy piach, a ekipa od namiotu układała podłogę, gdzieś szliśmy po prostu pasmami. No a mówimy o 4 tysiącach metrów podłogi, jakby w jednym kawałku.
Niesamowicie. A jeszcze jak gdyby powiedzmy, że chciałabym zanurkować do tego wnętrza już jak na samym evencie, powiedz, co tam się działo pokrótce, przez te dwa dni. Jacy mniej więcej artyści byli, co tam czekało na gości ?
Sama scenografia, to nie było spektakularne widowisko, jeżeli chodzi o scenografię. Też takie było nasze założenie, że wszystko ma być przemyślane, schludne, ale dosyć proste, żeby nie przytaczało całej reszty. Bo harmonogram artystyczny był bogaty plus mieliśmy dookoła morze i plażę, więc chcieliśmy też, żeby goście jak najwięcej chłonęli z tego co było na zewnątrz.
Było sporo techniki oczywiście i wszystkie detale musieliśmy dopracować, bo pamiętajmy, że to była hala namiotowa, to było postawienie oddzielnie kontenerów toaletowych, które trzeba było połączyć, to było postawienie dwóch oddzielnych hal, które były i zapleczem cateringowym i naszą recepcją, a nam zależało na tym, żeby dla gościa, który wejdzie do środka, wszystko wyglądało jak jedna przestrzeń, która nie jest halą namiotową, tylko jest po prostu pięknym budynkiem.
Nigdzie na filmie nie było widać infrastruktury, więc ja się zastanawiałam, kurczę, ukryli to w środku chyba…
Dokładnie tak. To też było sporo pracy, ale widać, że każdy ruch był przemyślany. Zresztą musiał być, bo mieliśmy bardzo mało czasu na to, bo od momentu kiedy dostaliśmy halę zdaną, to mieliśmy dwa dni na zbudowanie wszystkiego, łącznie już z dniem eventowym. 17-ego maja, goście przyjechali do nas na kolację, byli powitani „welcome drinkiem”, była bardzo krótka część oficjalna, bo też klient nie chciał skupiać się na przemowach i długich statystykach.
Natomiast jakby wszystkie ważniejsze osoby chciały gości powitać. Ten wieczór też był przygotowany zarówno dla pracowników, którzy świętowali swoje 25-lecie, ale i dla kontrahentów. Tego dnia mieliśmy dwie wielkie gwiazdy, o których mówić nie mogę, ale poza tym szereg atrakcji w postaci DJ-a, czy Marka Sierockiego, czy występu na saksofonie.
Mieliśmy specjalnie przygotowane animacje i materiały archiwalne, więc każde 10-lecie przedstawiało inne historie i to również goście mogli oglądać. Mieli przygotowanych kilka materiałów wideo, więc też był dla nich pokaz. No a oprócz tego mieli dużo dobrej zabawy i rzeczywiście bawili się do samego końca. Łącznie z tym, że po zakończeniu imprezy u nas, mieli wynajęty klub, gdzie mogli, dokończyć zabawę na after party.
No to cudownie.
Więc mówiąc, że bawili się do białego rana, nie doszacujemy tego, ponieważ bawili się dłużej.
Bawili się non stop. Ale to w takie klimaty ich wprawiliście.
Tak, zdecydowanie. I to też byli goście, którzy chcą się bardzo bawić i skorzystali w pełni z tego. Natomiast następnego dnia, to już był dzień przygotowany tylko dla pracowników i oni w ciągu dnia mieli właśnie atrakcje dodatkowe. Takie jak choćby rejs statkiem. A wieczorem drugiego dnia mieli kolejne koncerty, tutaj wystąpiła Margaret, Oddział Zamknięty, Video i też mieli zabawę do białego rana, i też bawili się do samego końca.
Mega. Mega super. Słuchaj, ja Wam chciałam bardzo, bardzo pogratulować, bo na pewno event zrobił niesamowite wrażenie. Pewnie te gratulacje jeszcze będą długo, długo spływały.
Endorfina jak gdyby robi dużo fajnych eventów. Ja wczoraj przejrzałam wasz profil, no to widzę tam duże marki i w tle jest Adidas, Sloggi. Jest sporo dużo fajnej energii wokół innych imprez, które Wy organizujecie. Wiem, że też między innymi byliście współorganizatorem Orlen Warsaw Marathon. Gratuluję. Ja wam życzę takiego samego rozpędu jak jest do tej pory.
Silnego, mocnego i cały czas niech pendolino leci do przodu i żebyście mieli coraz więcej takich fajnych projektów, o których my możemy pogadać, trochę się poduczyć od takich specjalistów i podpatrywać te nasze marzenia, jak realizują inni. Tak że bardzo ci dziękuję. Jolu, Dagmarko, myślę, że też to będzie dobry przedsmak też dla klientów waszych przyszłych, jak usłyszą w jaki sposób pracujecie, na pewno ten magnes współpracy zadziała. Dzięki śliczne.
Dziękujemy, zapraszamy ponownie.
I to wszystko. Tak, to był właśnie ten wywiad, który zrobił mi niesamowicie dużo przyjemności, takiej nieskrywanej satysfakcji, że w tych wypowiedziach wyraźnie słychać, że event to ludzie. Event to kompetencje, doświadczenie, zaufanie. Że dobry event to faktycznie dobrzy ludzie, świetni producenci, wspaniali liderzy. Tacy ludzie, którym można faktycznie do końca zaufać i którzy są zdolni do wyrzeczeń, do poświęceń.
Doświadczenie jakie zdobywamy na każdym evencie, jest oczywiście bezcenne. Tu przez szereg tych wszystkich wypowiedzi słyszeliśmy w jaki sposób Dagmara zmagała się z przeciwnościami losu, papierowymi, to z piaskiem, który trzeba było wyrównywać, to z nieuchronną aurą deszczu i burz, które nadciągały w ramach montaży tego namiotu.
Mam też również tak, że przy każdym evencie ja się również uczę. Nigdy nie jest ten event, nawet jeśli go powielamy w jakiś sposób, to nigdy on nie jest ten sam. A skomplikowanie projektu zawsze powoduje mega dużo emocji. Zarówno u agencji, jak i u klienta.
No i też ważne jest, żeby mieć tę odrobinę szczęścia, bo jeżeli ma się dobrą wiarę, pozytywne nastawienie na rozwiązanie wszelkich przeciwności losu, jeszcze zrozumienie po stronie klienta, z którym się gra w otwarte karty to myślę, jesteśmy na drodze do przygotowania fajnej realizacji, tak jak ta, którą przygotowała agencja Endorfina.
Na zakończenie chciałabym serdecznie podziękować za komentarz, który dostałam od Kasi z Mice World. Za jej dobrą opinię, 5-gwiazdkową, jest to pierwsza opinia. Kasiu dziękuję ci bardzo, bardzo mocno. Szkoda, że nie mam do ciebie kontaktu, bym zadzwoniła i od razu podziękowała osobiście, ale mam nadzieję, że będziesz słuchać tej audycji.
Drugą trochę taką odezwą do was jest, i nawet prośbą, jest mój apel. Wiadomo, że te podcasty i ten blog to jest czas, który wypełniam po godzinach pracy, bo na co dzień zajmuję się faktycznie produkcją eventów. I jeżeli korzystacie z tej mojej pracy, uważacie, że to jest cenne, chcecie żebym dalej to podtrzymywała, spróbujcie w ramach Waszej wdzięczności, sympatii, poparcia, postawić mi gwiazdkę, kciuka, komentarz w serwisie iTunes lub w aplikacji, w której odsłuchujecie, na Androidzie na przykład w Podcast Addict.
Na pewno to pozwoli dotrzeć mi do szerszego grona odbiorców i być może pomogę jeszcze większej liczbie osób, którzy chcą w tym rejonie naszych eventów się troszeczkę rozwijać i troszeczkę ten świat podglądać. Z góry bardzo, bardzo wam dziękuję.
Kolejną rzeczą, którą szykuję dla nas na tą jesień, jest… No właśnie, nie mogę jeszcze do końca powiedzieć, bo nie wiem kiedy będzie inauguracja, ale szykuję dla was petardę, na tą najbliższą jesień. Przygotowuję coś, co pozwoli mi się zbliżyć do Was. Będzie to być może seria spotkań bezpośrednich, które chciałabym zorganizować w 8 miastach Polski.
Kalendarium i miejsca, oczywiście pojawią się wkrótce. Myślę, że ten projekt ma olbrzymi potencjał, żebyśmy się zobaczyli, razem się spróbowali w jakiś sposób poznać bardziej, wymienić doświadczeniami, spróbować innej formuły niż są do tej pory na rynku. I myślę, że spotka się to z waszym zainteresowaniem.
Strona już w zasadzie jest na półmetku. Myślę, że koło 15 sierpnia ona będzie gotowa. Więc trzymajcie za mnie kciuki i mam nadzieję, że to będzie dla Was prawdziwa gratka. A tymczasem mamy półmetek wakacji. Sierpień mi się osobiście kojarzy już nie tylko ze słońcem, ale z dużym pościgiem w kierunku briefów, w kierunku ofert, w kierunku projektów, które mamy wygrywać na jesień. Wiem, że tak również jest u was i trzymam za was kciuki, żeby się udało jak najwięcej pozyskać klientów, fajnych, takich, o których mówiła Endorfina. Przyjemnych, lekkich, z którymi faktycznie praca jest czystą przyjemnością. Więc tymczasem trzymajcie się ciepło, nie dajcie się upałom i ja Was serdecznie pozdrawiam.
Aga / Eventowa
Ps. Szukam copywrittera – dajcie znać na @ kto ma jakiegoś dobrego i szybkiego.
Artykuł Jak wyszedł Jubileusz 25-lecia sieci Rossmann w Polsce ? O Tym – endorfina events oczywiście pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Lubuskie, często mylone przez obcokrajowców z Lubelskim, zachwyca pięknem natury, niezliczonymi hektarami lasów, które pokrywają większość terytorium tego województwa. To kolebka całkiem pokaźnej historii polskiego winiarstwa, toczącej się na Ziemi Lubuskiej od początku XIII wieku. Wreszcie to województwo przepełnione perełkami, które można zwiedzać grupowo lub indywidualnie. Miałam okazję zwiedzić ten zakątek, poznać jego atrakcje i […]
Artykuł Lubuskie – kraina pełna eventowych możliwości pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Świebodzin przywitał nas szeroko rozpostartymi ramionami Chrystusa stojącego frontem do starej drogi, prowadzącej z Berlina do Polski. Tego dnia mieliśmy okazję podejść bliżej. Żelbetonowa Figurka wzniesiona w 2010 r., projektu Mirosława Pateckiego wg. specjalistycznych źródeł jest najwyższym na świecie pomnikiem Jezusa Chrystusa. Ma 36 m, z czego 33 m przypadają na figurę Jezusa, a 3 m na wieńczącą pomnik, pozłacaną koronę, liczona z cokołem osiąga 56 m. Chrystus z Limy czy Rio de Janeiro są niższe.



Ciekawą anegdotą, dla kibiców, związaną z pomnikiem ze Świebodzina jest historia o 40-metrowym szaliku Falubazu, który zawieszono nocą na Chrystusie. Na miejscu można dowiedzieć się również, kiedy zamontowano i zdemontowano nadajniki sieci internetowej lokalnego operatora – słynna historia z Koroną.
Ja wrócę tu z pewnością z uczetnikami moich eventów, odwiedzenie tego miejsca nic nie kosztuje, a może sprawić dużo radości i na długo zapadać w pamięć, a przecież w atrakcjach eventowych właśnie ich późniejsze wspominanie jest najważniejsze.
Łagów to urocze miasteczko położone nad jeziorami Pojezierza Łagowskiego: Trześniowskim i Łagowskim, z Zamkiem Joannitów w samym centrum. To obowiązkowy punkt na trasie zwiedzania województwa lubuskiego. Tutejszy, obszerny, stylowy dziedziniec Zamku na pewno widział niejedną uroczystą kolację, biesiadę czy wesele. Bo to miejsce właśnie do takich eventów jest idealne. Nie zastanawiajcie się zatem długo, jeśli macie w planach wydarzenie, które wymaga miejsca z kliamtem i historią ożywającą na oczach gości.

Historia Zamku zachwyca. To tu Zakonnicy Joannici żyli, co więcej zakładali rodziny i tu wychowywali swoje dzieci. To miejsce posiada efektowny i zadaszony dziedziniec, z każdej strony obrośnięty bluszczem, stanowiący doskonałą miejscówkę na event czy wesele. Tu też jest hotel z komnatami wyposażonymi w kominki, zabytkowe meble oraz, podobno, narzędzia tortur.
Specjalnością restauracji są biesiady w formie zamkowej spiżarni, w której spróbować można przepysznych specjałów o nazwach: Zupa Ochmistrzyni Dworu, Szatańskie Jadło, czy Snem klucznika. Czuć tu ducha przodków, a właściciele raczą swoich gości daniami podawanymi w glinianych misach, na deskach i w wiklinowych koszach. Na koniec warto zobaczyć „Łagowską Wenecję” z wieży zamku, gdzie rozpościera się obłędny widok na całą okolicę. Miejsce godne zwiedzenia zarówno indywidulanie jak i dla grup.
Polecam też zabranie gości na rejs galarem po jeziorach pojezierza Łagowskiego. Dzika natura, delikatny szum pluskającej wody to idealny klimat sprzyjający oderwaniu się od rzeczywistości i zresetowanie ciała i umysłu poza miastem. Dnem stromej rynny polodowcowej, będącej osią Łagiewskiego Parku Krajobrazowego wiją się jeziora Łagowskie i Trześniowskie, które otaczają lasy mieszane. Klasa czystości jeziora Łagowskiego A+ przyciąga też nurków, przejeżdżają zwiedzać piękno wyrzeźbione skałami i urwistymi podwodnymi ścianami.

Skwierzyna. Tu zostaniemy na noc. Niewielki, malowniczy hotelik w parku przy samym brzegu rzeki Warty. Opodal znajdują się duże kompleksy leśne z licznymi jeziorami oraz Puszcza Notecka. W okresie letnim w parku funkcjonuje letni bar z grillem i kuchnią polową. My na kolację dostaliśmy gotujący się przepyszny kociołek z Zupką Nadwarciańską z rozmaitościami oraz tzw. wielką ucztę rodzinną ze wszystkich mięs grillowych jakie można sobie wymarzyć.
Miejsce idealne na event kameralny, a jeśli chcielibyście wyciągnąc uczestników na grzybobranie możecie śmiało jechać do Domu nad rzeką – miejsca dla tych, którzy cenią komfort, świeże powietrze, ciszę i pełen relaks. Dla mnie eventowa lokacja na kolejne eventy.

Na południowy wschód od wsi Boryszyn, na linii lasu, znajduje się kompleks schronów nieukończonej baterii pancernej P85 wraz z południowym podziemnym składem amunicyjnym. Tzw. Pętla Boryszyńska. To miejsce zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Może przez historię obiektu, który powstał w zaledwie dwa lata. Może przez masywność ścian z litej stali, sięgających miejscami 3,5 metra, a może przez tak odrębny świat, jaki miałam okazję poznać.
Nigdy wcześniej nie widziałam systemu umocnień stworzonego przez Niemców w latach 1934–1944 dla ochrony wschodniej granicy Rzeszy (Bramy Lubuskiej i przedmościa odrzańskiego). A szkoda!

Międzyrzecki Rejon Umocniony to jedne z największych podziemi fortyfikacyjnych świata. Ich łączną długość podziemnych korytarzy szacuje się na około 32–35 km. Podziemia odcinka centralnego MRU są obecnie rezerwatem nietoperzy, w którym zimuje ponad 30 tys. osobników należących do 12 gatunków.
A jak było tam w środku pod ziemią?
Śliskie, zimne ściany i ciemne korytarze mrugały lekką smugą świateł przemysłowych. Idziemy wąskimi korytarzami, 30 metrów pod ziemią. Jest zimno. Dobrze, że wzięłam kurtkę, chociaż temperatura na zewnątrz sięga 30 stopni w cieniu. W podziemnych korytarzach znajdują się magazyny na broń, pomieszczenia mieszkalne i gospodarcze dla niemieckich żołnierzy, zaplecza do produkcji prądu.
Sieć Infrastruktury telefonicznej i prądotwórczej ciągnie się wzdłuż nitek korytarzy. Co więcej, ta infrastruktura nadal jest w pełni sprawna! Mega dziwne uczucie, przemierzać długie odległości pomiędzy bunkrami, gdy z przodu i z tyły ma się tylko „dziurę” korytarza, który wydaje się nie mieć końca. W podziemnym mieście były windy, sypianie, kuchnie, biura dla generałów. Wykopane dwa lata przed rozpoczęciem wojny, nigdy nie zostały ukończone.
Fajne miejsce dla wycieczek, dla osób dorosłych, młodzieży i dzieci szkolnych. Organizatorzy są mocno zorientowani na chęć dzielenia się przygodami integracyjnymi. Przygotowali programy 4-ro, 6-cio i 8-mio godzinne dla grup zorganizowanych. Zwiedzanie kosztuje od 14 do 45 zł za osobę, w zależności od wybranej opcji.
W drodze powrotnej mieliśmy przyjemność przejechać się jednostką BTR-152. Samochód produkcji rosyjskiej powstał 62 lat temu. Mieścił 19 żołnierzy piechoty, waży „drobne” 1,5 tony. Pojazd wytwarza sporo hałasu i tumany kurzu, ale z lekkością pokonuje polne drogi.
Lubuskie polubiłam. Za różnorodność, wielokulturowość, za czystość, za zieleń. W tym najbardziej zalesionym z województw, można fajnie spędzić czas i zadbać o odpowiednią strawę dla ciała i umysłu. Jako miejsce na event, będzie strzałem w dziesiątkę.
Eventowa Blogerka
Artykuł Lubuskie – kraina pełna eventowych możliwości pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Podglądanie innych Event Managerów przy pracy to coś, co lubię najbardziej. Szczególnie, gdy wydarzenia, które organizują trzymają poziom i wzbudzają ogromne emocje. Tak też będzie w najbliższy weekend na lotnisku Poznań-Ławica, na którym odbędziesię Air Show 2018. Uwierzcie mi, że podniebne ewolucje to nie jedyne zaplanowane na to wydarzenie atrakcje. Lubię eventy, które mogę […]
Artykuł Odlotowy event w Poznaniu – Air Show 2018 pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>

Lubię eventy, które mogę rozłożyć na czynniki pierwsze, na ich realizację wpływa wiele zmiennych i obarczone są ryzykiem, którego nie da się przewidzieć. Zawsze trzymam kciuki za organizatorów takich wydarzeń, bo wiem jakim są dla nich wyzwaniem i ile nieprzespanych nocy mają za sobą. Dla mnie to mistrzowie drugiego planu, bez których to wydarzenie pewnie by się nie odbyło, a uczestnicy nie mogliby cieszyć się eventem wysokich lotów przepełnionym adrenaliną.

Przygotowano aż 720 minut podniebnych pokazów, w których udział weźmie 80 statków powietrznych. Organizatorzy spodziewają się, że imprezę odwiedzi 80 tys. osób z całego świata.
Podniebne show rozpocznie defilada czynnych w służbie eskadr wojskowych z Sojuszu Północnoatlantyckiego, które są po raz pierwszy w Polsce w ramach szkolenia NATO Tiger Meet.

Członków tygrysich eskadr z Włoch, Hiszpanii, Czech, Holandii, Niemiec, Belgii, Węgier, Szwajcarii, Austrii, Francji, Wielkiej Brytanii, Grecji oraz Polski spotkacie osobiście na terenie lotniska. Będzie można zadawać lotnicze pytania i zrobić sobie z nimi pamiątkowe zdjęcie. Ponadto pokazy skoczków spadochronowych oraz licznie utytułowanej już Grupy Akrobacyjnej „Żelazny”. Dla miłośników szybkich lotów statki z Polskich Sił Powietrznych: MiG-29 (niedziela) oraz F-16 (Demo Tiger Team).
Niebiańskie ewolucje to nie jedyne zaplanowane atrakcje. Na płycie, na zwiedzających będą czekały plenerowe lekcje historii w różnych odsłonach. Ponad 230 rekonstruktorów zaprezentuje historyczne, wojskowe wyposażenie i podzieli się swoja wiedzą zapraszając uczestników do wspólnej zabawy.
Dla tych, którzy nie wiedzą. Poznań Air Show jest połączenim wszystkich elementów idealnego pikniku rodzinnego: swobodny dostęp do stref gastronomicznych, specjalna strefa aktywności dla najmłodszych, niepowtarzalna sposobność do przymierzenia stroju strażaka czy sprawdzenia wnętrza tajnego samochodu policji na stoiskach służb mundurowych, a w ramach relaksu widok błękitnego nieba usłanego statkami powietrznymi, w zupełnie nieziemskich konfiguracjach.
Bilety na Poznań Air Show 2018 w przedsprzedaży są w cenie 25 zł na sobotę lub niedzielę. W dniu wydarzenia jednodniowe wejście kosztuje 32 zł, bilet rodzinny 25 zł. 300 zł jednodniowe bilety VIP. 6 zł za pojedynczy wstęp zapłacą osoby z Ogólnopolską Kartą Dużej Rodziny. Dzieci do lat 3 oraz osoby niepełnosprawne mają wstęp bezpłatny.
Kupując bilety w przedsprzedaży komunikację miejską na wydarzenie mamy za darmo. Uruchomione zostaną też dodatkowe linie tramwajowe: specjalna nr 31, która kursować będzie co 10 minut z dworca PKP na pętlę Ogrody oraz linie autobusowe nr 131, 132 i 133. Autobusy będą jeździć co 7 minut. Każdy kto wybierze się Kolejami Wielkopolskimi do Poznania, otrzyma na wykorzystanym bilecie jednorazowym okazjonalny stempel na stoisku nr 39, który uprawni do nieodpłatnego przejazdu powrotnego.
Przygotowane są też specjalne strefy: parking na lotnisku (wjazd od ul. Łobżenickiej) – bilet na parking wraz z biletem wstępu należy kupić w przedsprzedaży w cenie 80 zł; kolejny na Torze Poznań (wjazd ul. Wyścigowa) płatny 20 zł; parking Auchan Swadzim jest bezpłatny. Zwiedzającym zostanie udostępniony także parking rowerowy (cena 5 zł za rower) przy ul. Lotniczej.
Wszystkie szczegóły można znaleźć na www.poznanairshow.pl
Czekam na Wasze relacje, zdjęcia i wrażenia
!!!
Aga = Eventowa Blogerka
Artykuł Odlotowy event w Poznaniu – Air Show 2018 pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Skrzywienie zawodowe sprawia, że na wiele rzeczy patrzę przez pryzmat mojej pracy. Pamiętam o fajnych restauracjach, w których byłam, hotelach, niezwykłych lokalizacjach… Nigdy nie wiadomo, kiedy ta wiedza mi się przyda. Ostatni spacer po Warszawie spowodował, że zaczęłam rozglądać się, że lokalizacjami, które powstają w starych, często zniszczonych miejscach. Jak będą wyglądały po rewitalizacji i […]
Artykuł Nowe miejsca eventowe Warszawy pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Skrzywienie zawodowe sprawia, że na wiele rzeczy patrzę przez pryzmat mojej pracy. Pamiętam o fajnych restauracjach, w których byłam, hotelach, niezwykłych lokalizacjach… Nigdy nie wiadomo, kiedy ta wiedza mi się przyda. Ostatni spacer po Warszawie spowodował, że zaczęłam rozglądać się, że lokalizacjami, które powstają w starych, często zniszczonych miejscach. Jak będą wyglądały po rewitalizacji i jak my, eventowcy możemy je wykorzystać?
Powstały 170 lat temu w samym centrum Woli. Kiedyś słynne i jedne z największych w Europie browary Haberbusch i Schiele, dziś wracają i jak mówią inwestorzy „Między ulicami Grzybowską, Wronią, Chłodną i Krochmalną miasto ożyje na nowo”. W 2020 r. na mapie Warszawy pojawią się Browary Warszawskie. Czy eventowcy znajdą w nich coś dla siebie i swoich klientów? Wydaje się, że tak. Nie myślę oczywiście o biurach czy mieszkaniach, ale o powstających ogólnodostępnych przestrzeniach tj. plac przy historycznym budynku Warzelni, restauracjach i kawiarniach.
Podziemna część z XIX- wieku, w której dawniej leżakowało piwo, ma być największą atrakcją Browarów Warszawskich. W piwnicach znajdą się restauracje, kawiarnie i centrum konferencyjne. Zajmą 1,7 tys. mkw powierzchni. Nad nimi znajdzie się ogród-sad, który ma nawiązywać do historii Woli. Tuż obok, w dawnej Warzelni, znów popłynie piwo. Inwestor szuka już minibrowaru, który mógłby produkować tu swój trunek. Zgodnie z zapewnieniami, nie będzie to restauracja z piwem, a większa produkcja. Ostateczne zakończenie budowy Browarów Warszawskich zaplanowano na 2020 rok.
Podobno woda w Wiśle jest na tyle czysta, że można się w niej kąpać. Tym, którzy nie obawiają się królowej polskich rzek pewnie spodoba się projekt wybudowanych na niej pływających basenów po jej obu stronach. I chociaż inwestycja jest zapowiadana od dłuższego czasu, to ciągle potwierdzana jest data zakończenia do 2020 r.
Jeśli faktycznie powstaną baseny na wysokości Portu Praskiego i przy Cyplu Czerniakowskim, będziemy mieli do dyspozycji kolejne miejsce z historią w tle, ale też dające nam nowe pole do popisu eventowej wyobraźni. Podobna atrakcja nad Wisłą była już w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Były to drewniane baseny, ze specjalnym dnem, wykorzystujący wodę z Wisły. Zkotwiczone kilkanaście metrów od brzegu. Jak będzie teraz? Sprawdzimy za jakiś czas.

Baseny na Wiśle
Kolejnym miejscem z potencjałem zlokalizowanym na warszawskim Powiślu będzie elektorwnia, tu najważniejsza dla nas będzie przestrzeń kulinarno-handlowa i butikowy hotel. Podobno znajdzie się w niej ponad 40 nowych koncepcji rekreacyjnych, w tym restauracje, bary, kawiarnie i koncepty kulinarne. W głównej hali starej elektrowni powstanie przestrzeń kulinarna stworzona przez 20 operatorów serwujących kuchnie z różnych stron świata. Restauracje, kawiarnie i bary będą obejmowały także dwa, przylegające do historycznego obiektu place, gdzie codziennie odbywać się będą koncerty, animacje, wydarzenia kulturalne i sportowe. W planach jest także kino letnie i przestrzeń wystawiennicza dla lokalnych galerii. Inwestor zapowiada, że Elektrownia Powiśle daleka będzie od konceptu centrum handlowego.
Obiekt bardziej przypominać ma klimatem europejskie „high street”. Niegdysiejsza Elektrownia, przy Leszczyńskiej, Zajęczej i Wybrzeżu Kościuszkowskim była jedną z najbardziej innowacyjnych elektrowni w Europie, dostarczającą energię dla całej Warszawy. Fabryka została zamknięta w 2011 r. Nowa elektrownia powróci już w 2018 roku. Otwarcie przestrzeni kulinarno-handlowej przewidziane jest na przełom 2018/2019 roku.
Kolejne miejsce w historią w tle powstaje na Woli. Kto kojarzy Fabrykę Norblina ten wie, że może być ciekawie, również dla naszej branży. Fabryka Norblina już za trzy lata zacznie zmieniać się w nowoczesną przestrzeń spotkań. W dawnych halach fabrycznych w sąsiedztwie bazaru z produktami ekologicznymi, powstaną m.in. restauracje i kawiarnie.
Do dyspozycji mieszkańców i turystów oddane zostaną ponad 2 ha zamkniętej do tej pory przestrzeni. Wszystko, mimo nowoczesnych konceptów, utrzymane będzie w klimacie postindustrialnym. Do życia przywrócone zostanie także Otwarte Muzeum Dawnej Fabryki Norblina. Na część rozrywkową przypadnie 11 tys. mkw. Jest też koncept kina 360 stopni, gdzie będą edukacyjne filmy i gry. W części rozrywkowej znajdzie się także teatr. Bar na dachu ma być otwarty bardzo długo podobnie jak wszystkie koncepty restauracyjno-barowe. Czy adres Żelazna 51/53 będzie miał mocną pozycję i potencjał eventowy? Zapowiada się ciekawie, a przekonamy się o tym w grudniu 2020 r.
O innych lokalizacjach możecie przeczytać na blogu w zakładce lokalizacje, a jeśli szukacie inspiracji do stworzenia niecodziennych eventów możecie sprawdzić TU.
ŹRÓDŁA TREŚCI, FILMU I ZDJĘĆ:
pozdrawiam serdecznie
Aga, Wasza Eventowa…
Artykuł Nowe miejsca eventowe Warszawy pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>„Zawsze mieliśmy ambicje zostawić ludziom ciekawy ogląd na świat, znaczy w sumie może pomijając dzieciństwo jak graliśmy w Pokemony pod blokiem. (…)” usłyszałam oglądając kanał The Storywalkerz na YouTube. Dowiedziałam się też, że wychowali się w miejscu o nazwie Skrajnościniec i próżno szukać go na mapie. Nie wiedziałam, jak wyglądają, kim są, ale byłam przekonana, […]
Artykuł THE STORYWALKERZ – CO KRYJĄ POD MASKĄ? pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>„Zawsze mieliśmy ambicje zostawić ludziom ciekawy ogląd na świat, znaczy w sumie może pomijając dzieciństwo jak graliśmy w Pokemony pod blokiem. (…)” usłyszałam oglądając kanał The Storywalkerz na YouTube. Dowiedziałam się też, że wychowali się w miejscu o nazwie Skrajnościniec i próżno szukać go na mapie. Nie wiedziałam, jak wyglądają, kim są, ale byłam przekonana, że chce zobaczyć ich występ. Zaprosiłam ich na organizowany przeze mnie event i zaskoczyli mnie kolejny raz….
Bez nadęcia, wielkich wymagań, grymaszenia, pełen profesjonalizm… Tyle mogę powiedzieć o współpracy z The Storywalkerz. Schowani pod maskami, za którymi kryją się kreatywne umysły, artystyczne dusze i co tu dużo mówić osobowości z pomysłem na siebie i to dobrym pomysłem.
Chciałam wiedzieć więcej – kim są? w co wierzą? co robią na co dzień? czy mają jakieś wymagania, które musi spełnić organizator eventu? I chciałam tą wiedzą podzielić się z innymi. Oglądając ich występy wyobraziłam sobie, jak może wyglądać ich życie. Miałam obraz zwykłych ludzi, którzy jedzą rodzinne obiady i nie rzucają się w oczy, a gdy wychodzą z domu, niczym Clark Kent, zamieniają się w prawdziwych superbohaterów i na scenie robią SHOW. Później wracają do domu i wieczorem oglądają w telewizji swoje występy, a zachwycone rodziny mówią „Widzisz jacy są świetni, ile potrafią, jaki mają talent? Fajny występ!” Nie wiedząc nawet kto siedzi obok nich
Czy faktycznie moje wizje są zgodne z rzeczywistością? Nasza rozmowa rozwiewa wszelkie wątpliwości.

EVENTOWA BLOGERKA (EB): Załóżmy, że przychodzę do Was z najbardziej odjechanym pomysłem eventu i potrzebuję pod to Waszej choreografii. Podejmujecie się?
THE STORYWALKERZ (TS): Każda historia ma swój początek. Wiemy jak istotne dla organizatorów eventów jest to by każdy szczegół był dopracowany bądź zgodny z ich wizją. I tutaj rodzi się problem. Większość osób w naszej branży mówi, że zrobi wszystko i że wszystko już widziało. Jednak za takim wyznaniem musi stać ogromna wartość kreatywna, która często nie idzie w parze z tymi słowami. Kreatywność i pomysłowość prowadzą do pięknego ukazania historii. To właśnie storytelling jest najpiękniejszą formą przedstawiania rozrywki, sztuki oraz zwykłej, ludzkiej bądź firmowej historii… Opakowując to w synchroniczną choreografię, nowoczesne efekty wizualne i cudowną muzykę opowiemy każdą historię. Między innymi naszą.

EB: Ile czasu potrzebujecie na przygotowanie czegoś autorskiego? Pytam, bo w naszej branży często działamy na wariata i czasem mamy np. dwa dni na przedstawienie propozycji klientowi.
TS: Ha! Znamy to ze swojego życia: „Kurde nie wiem co zrobić, mamy mało czasu?” „Dobra dzwoń do Storywalkerz”. W dwa dni nie zrobimy nic autorskiego, bo jakość to nasza domena. W dwa tygodnie natomiast bez problemu. Warto dodać, że produkujemy własnoręcznie wizuale, muzykę, stroje, choreografię i jeszcze je wykonujemy dlatego chcielibyśmy, żeby dni były dłuższe! Dla „ostatniomomentowców” mamy gotowe show, które może zawierać elementy dedykowane.
EB: Przeczytałam, że inspiruje Was m.in. jak świat podąża ślepo za poszukiwaniem sukcesu, którego znaczenia sam nie do końca rozumie. A jaki jest Wasz cel? Do czego dążycie? Co chcecie ludziom przekazać?
TS: Świat to ludzie. To od nas zależy nasze otoczenie. Chcielibyśmy zauważyć jak ważne w życiu są emocje, własne wartości i odwaga do podążania swoją ścieżką. Droga pełna stereotypów i „sprawdzonych” metod, zachowań, które innym przyniosły korzyść może mieć znacznie więcej pułapek niż nam się wydaje. Zachęcamy do otwarcia oczu na piękno, okazję i kreatywność, które tracimy w natłoku spraw. Może z czasem zobaczymy rzeczy, które nam się nie śniły. Przynajmniej tak uważał Galileusz 
EB: A co z tzw. „marudami” – klientami, którzy mają swoje wizje Waszych występów, chcą go poprawić i uważają, że ich pomysł jest lepszy? Przyjmujecie tę wizję, czy jednak nie zawsze dajecie sobie wejść na głowę?
TS: Przyjmujemy tylko dobre wizje. Dla nas liczy się dobro i jakość show. Nawiązując do Twojego poprzedniego pytania tu znowu w grę wchodzą relacje ludzkie. Czytaj zaufanie. Jeśli klient wybiera nas to powinien wiedzieć, że są to artystycznie i reżysersko najbardziej kreatywne ręce w jakich mógł być. Kurde, to brzmi trochę nad wyraz, haha, ale faktycznie kreatywność to nasza bardzo mocna strona. Mieliśmy kiedyś taką sytuację, że klientka powiedziała, że ona zna swoich gości i wie, kiedy będą bić brawo. To było o tyle ciekawe, że po wykorzystaniu wszystkich pokładów naszej cierpliwości, goście bili brawa zgodnie z naszymi sugestiami. Klientka nas ściskała, dość mocno. Dzisiaj się już lubimy 
EB: Wasza popularność rośnie, a wraz z nią pojawiają się pewnie nowe propozycje występów. Zaskoczyła Was już jakaś propozycja? Nietypowy event, miejsce występu, klient?
TS: Chyba kontakt od organizatorów z Dubaju był tutaj najbardziej ekscytujący. Natrafili na nasze filmy na Facebooku, które ładnie się rozeszły (180 tys. wyświetleń największy). Okazało się, że show z wykorzystaniem technologii projekcyjnej jest tam bardzo pożądane i trafia w gusta ludzi z tamtych rejonów. Jesteśmy na etapie negocjacji z paroma organizatorami. Do tej pory występowaliśmy tylko w Azji. Może Dubaj jest nam bliski ze względu na podobieństwa zamaskowanych twarzy. Świat jest szalony!

EB: Dopytam jeszcze o sprawy techniczne. Na scenie nie ujawniacie jak wyglądacie w rzeczywistości. Zaproszenie Was na event wymaga pewnie zapewnienia Wam jakiś specjalnych warunków? Przyjeżdżacie już w kostiumach? Ukrywacie się wcześniej w garderobie? Na co jako organizatorzy powinniśmy być przygotowani?
TS: Haha! Świetnie, że o to pytasz! Wiele osób jest ciekawych tego, kim jesteśmy. Nie chowamy się pod maską przyjeżdżając na event. Jedynie w kapturze. Liczymy, że organizatorzy nie będą okrutni i wszystkim nie powiedzą kim jesteśmy
Nasz rider jest taki, jaki pewnie większość osób widziała. Garderoba, technika. Właściwie poruszyłaś fajną kwestię, bo gdy byliśmy na półfinale „Mam Talent!” cała produkcja musiała patrzeć, jak chowamy się pod maskami. Nawet na dwudniowych próbach! Jedynie podróż do toalety była chwilą oddechu. Wszyscy chcieli zerwać z nas szaty i spojrzeć nam w oczy. Fajnie się tym bawiliśmy. No i inni uczestnicy oraz produkcja też!
EB: Kto oprócz Was należy do ekipy? Kto Wam pomaga? Bez kogo to wszystko by się nie udało?
TS: Hmm. To może tak. Od strony artystycznej jesteśmy osamotnieni i zdani na swoją pomysłowość oraz doświadczenie. Co oczywiście bardzo lubimy. Pracujemy natomiast z firmą PRO-ART, która obsługuje nasze show od strony technicznej. Chłopaki są zawsze chętni do zrobienia czegoś fajnego. Myślę, że dobrze nam się współpracuje do tej pory, bo rozumieją nasze przesłanie i lubią ubieranie tego w nowoczesność. My cenimy sobie konkretną i jakościową pracę.

EB: Zbliża się okres świąteczny. Pracujecie czy dajecie sobie czas na odpoczynek?
TS: W same święta koniecznie wracamy do domów i radujemy się z rodzicami tym, że możemy pobyć razem. Pewnie będą nam kazali oglądać występy z „Mam Talent!”, gdy już wiedzą, że to my byliśmy The Storywalkerz! Do 23 grudnia pracujemy. Średnio jest to 10 godzin dziennie. Występujemy na eventach, tworzymy show, ale także produkujemy rozrywkę internetowo. Mamy kanał na YouTube, gdzie przedstawiamy opowieści w formie animowanej kreskówki. Dążymy do pozostania kompleksową firmą rozrywkową. Produkującą rozrywkę na żywo jak i online.
EB: A gdzie w najbliższym czasie będziemy mogli Was zobaczyć? Jakiś szczególny występ przed Wami?
TS: Wiesz co… Chciałoby się powiedzieć, że szczególny występ to ten, który widzi ileś milionów przed telewizorami bądź tysięcy na żywo. Jednak wiemy, że każde show może okazać się wyjątkowe. A każdy rozradowana i pełna emocji twarz naszej publiki jest dla nas szczególna. Autentycznie! Zawsze opowiadamy sobie w garderobie kto widział jakiego człowieka i w jaki sposób ludzie reagowali. Natomiast życz nam wyprodukowania show dla Atlantis The Palm w Dubaju, bo oni mają niesamowite zjeżdżalnie! Nie samą pracą człowiek żyje. W końcu to nasze przesłanie. To nasza opowieść.

Jeśli chcecie wiedzieć więcej szukajcie na:
Artykuł THE STORYWALKERZ – CO KRYJĄ POD MASKĄ? pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>„Piotruś pewnie już śpi. Nie będę dzwoniła, żeby ich nie obudzić” – myślę, wieczorem, korzystając z chwili odpoczynku, która rzadko zdarza się podczas realizacji na taką skalę. Tęsknię za moim, małym, okruszkiem i nie wiem, jak odwdzięczę się moim bliskim za pomoc, ale nie przyjechałam do Kielc, żeby się bawić. Jestem tu, bo przede mną konferencja […]
Artykuł Konferencja KIKE i życie na wariata pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>„Piotruś pewnie już śpi. Nie będę dzwoniła, żeby ich nie obudzić” – myślę, wieczorem, korzystając z chwili odpoczynku, która rzadko zdarza się podczas realizacji na taką skalę. Tęsknię za moim, małym, okruszkiem i nie wiem, jak odwdzięczę się moim bliskim za pomoc, ale nie przyjechałam do Kielc, żeby się bawić. Jestem tu, bo przede mną konferencja KIKE i targi do zrobienia a przede mną sądne dni, na które czekałam od trzech miesięcy. O zabawie nie mam mowy, odpowiadam za realizację tego wydarzenia, bawić to się mają goście, a nie ja.
Poniedziałek, Dzień 1. Montaż.
Widzę jak wszyscy pędzą, są poddenerwowani, skupieni, ale doskonale wiedzą, co mają robić. Pod koniec dnia ja również zaczynam się denerwować, bo ciało powoli przestaje dawać radę, mimo ogromnej dawki znajdującej się w nim adrenaliny. Na domiar złego roboty nie ubywa. Za mną i jak się okazuje przede mną milion rozmów, mediacji, problemów rozwiązywanych z prędkością światła. Wykorzystuję każdą cenną minutę, kilka udaje się wyszarpać na doładowanie – szklankę wody.
Wszyscy wiedzą, ile jest pracy i chcą pomagać, a nawet zaczynają robić to nieproszeni…widzę, jak pakują inserty, identyfikują się z ekipą, bo są naszymi eventowymi gośćmi! Nikt ich przed tą pomocą nie powstrzyma, oni chcą uczestniczyć w tym co właśnie robimy dla nich. Oto moment, kiedy słońce wychodzi zza chmur i otuli promieniami moją twarz, gdzieś tam w eventowym pędzie.
Hotelowy pokój. Mój moment odpoczynku, kiedy kładę się spać. Na dobranoc, w połowie nocy grafik przysyła mi setną wersję niewłaściwych plików, które muszę mieć najpóźniej o 9:00 na otwarcie Konferencji i Wystawy. Wale głową w mur, rzucam poduszką i mam wrażenie, że jednak, w tym starciu, wygrał mur. Tylko spokój mnie uratuje, ułożę te puzzle, nie ma innej opcji. Po graficznym zamieszaniu zasypiam, na szczęście dobre pliki mam już na skrzynce. Kilka chwil później dzwoni budzik.
Oczywiście, jak zawsze w takim dniu, w pędzie i skupieniu wybiegam z hotelu. Na dzień dobry, mój samochód „w prezencie” daje mi szybę do skrobania, widoczność zerową. Myślę: super, akurat dziś, kiedy przez ostatnie 8 miesięcy nie skrobałam tego cholerstwa… odrzucam złego demona, który z tyłu głowy mówi, Aga źle to się dla Ciebie zaczyna… Potrząsam głową, myślę spadaj, co Ty mi tu będziesz mącił!
O dziwo, tłum gości oblegający recepcję przegrywa ze spokojem witającej ich ekipy. Jest spokojnie, nikt się
nie denerwuje, szybko odnajdujemy identyfikatory, każdej zgłaszającej się osoby, aplikacje również nie zawodzą i bez opóźnień rejestrują uczestników. Kolejki topnieją tylko po to by za moment zwiększyć się wraz z każdym, nowym transportem z Hoteli (9 autokarów kursuje wahadłowo między czterema hotelami na trasie Kielce – Targi). Recepcja bez przerwy wypełniona uśmiechami, gdy wszystko idzie tak dobrze, a na dodatek w towarzystwie fajnej ekipy, można czuć frajdę.
Ogarniamy temat rejestracji, do 12:00 mamy już 600 osób zarejestrowanych na evencie. W „międzyczasie” nadzoruję pozostałe rzeczy – wystawa hula, prelekcje na salach trwają, technika sprawnie wyświetla treści wystąpień, konferansjer zgłasza, że ma 5 minut zapasu, a nie opóźnienia… telefon cichnie. Czuję, że to taki moment, gdy jedziemy z realizacją z górki. Maili nie odbieram i nie odpisuję, bo gdy to robię jest ich dwa razy więcej, jakby nadawcy tylko czekali, żeby mnie nimi zasypywać, widząc na skrzynce moją odpowiedź na ich wiadomość. Ktoś choruje, ktoś nie może, ktoś inny zamiast tamtego… No i prawdziwe historie ludzi jeżdżących na konferencje. Nie teraz kochani, to zły moment, czas na problemy z maili już dawno minął.
Wieczór nr 2 Hotel Binkowski. 600 osób dosłownie napiera jedną, zwartą falą na bar i w 120 minut znaczenie redukuje spory zapas alkoholu. Jeśli nie zmniejszą tempa za moment będziemy serwować jedynie wodę i soki. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, w dodatku ochrona zgłasza przypadek jednego z uczestników, który na hasło: „proszę o pokazanie akredytacji” zgłasza pospiesznie dziwny objaw uczulenia od noszenia opasek na szyi i paska na nadgarstku. Kocham takie akcje…..Gdzieś tam na trasie Kielce – Targi, płynnie kursują nasze autokary, hotele dały radę. Nawet to, że „piździ jak w Kieleckiem” nie jest w stanie popsuć mi humoru, oczy same się śmieją. Tego wieczoru poprowadzę z kolegą „Milionerów”. Zaserwujemy 15-cie trudnych branżowych pytań. 600 gości uzna że to był niezły wycisk a wśród nich tylko jeden 12 osobowy stolik zdobędzie główną nagrodę. Potem pożegnam się i zniknę. To był dobry dzień.
Noc. Leżę w wannie pełnej piany i uśmiecham się, bo ludzie zgłaszają już zadowolenie, aprobatę, szacunek do naszej pracy. Spijam śmietankę trzech miesięcy intensywnej pracy przecinanych cudnym momentem macierzyństwa, które czasem mi przez to eventowe zamieszanie umykał. Pomagają bliscy i uwielbiam ich za to. Nareszcie mogę „na dłużej” iść spać, mam trzy godziny, po nich czeka mnie ostateczne starcie z moimi ambicjami i niemożliwym do zrobienia. Ja wiem, że wygram w tym pojedynku. Dobranoc Piotruś, trzymaj swoje malutkie kciuki za mamę. Już niedługo się zobaczymy. Kocham Cię. Zasypiam.
Nim wyjdę z pokoju odbieram jeden z uporczywie dzwoniących telefonów (z jednego numeru). To Hotel Bińkowski. Informują, o przebiegu eventu z zeszłej nocy – goście imprezowali do 4:30, potem kontynuowali zabawę w pokojach. Chyba, jednak „zbyt dobrze się bawili”. Ktoś wywarzył drzwi jednego z pokoi. Dewastacja będzie rozstrzygana między stronami bez udziału organizatora. Niezły początek dnia zafundowali mi nasi goście.
Kolejnym newsem „zabijają mnie” już w biurze Organizatora, na targach. Ponoć Hotel Tęczowy Młyn wydał meldunek i karty wstępu na jeden pokój dla dwóch gości i jeden drugiego nakrył w swoim łóżku w środku nocy. Padłam bezsilna na kanapę, bo zrobiło się ciężko. Witaj środo, jest dopiero 8:00. Strzelajcie dalej, kto da więcej?
Targi – miejsce eventu. Idę na obchód po strefach. Wystawa zaplanowana na 10:00 rusza bez opóźnień, uśmiechnięci ludzie machają widząc mój znak rozpoznawszy – czerwony kapelusz, a pod nim mnie pozdrawiającą każdego kogo napotkam. Uczestników przybywa, sale wykładowe się zapełniają. Wykłady ruszają z 10 minutowym opóźnieniem, mimo komunikatów z radiowęzła Targów Kielce „Zaczynamy”.
Reżyserka. Opuszczam stanowisko, nie wrócę tam do końca dnia. Chłopaki mają scenariusz przed oczami i nie ma wątpliwości, co mają robić dalej z dokładnością co do sekundy. Zrzucam swój ulubiony 64GB pendrive z planszami na zapowiedzi prelegentów i żegnam się z ludźmi już w okolicach 11:00. Zapewniam, że jestem duchem i ciałem wokół innych zadań. Mam dwie godziny „luzu” zaraz zacznie się prawdziwa rzeźnia związana z przygotowaniami do wieczornej Gali.
Hala E Targów Kielce. Montaże trwają od wtorku. To tam wyładowano 6 dwunastotonowych ciężarówek sprzętu, tam pracuje 12 techników, 12 scenografów i suport, 40 ludzi z cateringu i targów. Kilometry światłowodów, aluminiowych konstrukcji, 32 kolumn głośnikowych, 30 wyciągarek i punktów podwieszeń to tylko kilka statystyk tego, co szykuje się na wieczór. Całość rozbłyśnie dzięki blisko 100 urządzeniom oświetleniowym.
Scenografia popisuje się rozmachem montując 3 000 m sznurków umieszczonych na barze, powoli wyłania się z nich kształt drzewa dusz, ponad 1 000 m pasków ledowych na dwunastometrowym drzewie, które będzie drink barem wieczornej imprezy. Podnoszę głowę, na suficie kołysze się 18 meduz, kąty wypełniają 24 futurystyczne drzewa, płatki, kwiaty…. Obrazy dopełnią wielkoformatowe wydruki ogrodów, postaci z głównego wątku imprezy tematycznej. Skyled dostanę w prezencie od jedynego takiego fachury – Maćka z Legro.
14:00……Wchodzę na próby… i szczęka opada mi na sam środek wypolerowanej posadzki. Jestem w świecie Avatara, niebieskich ludzików, lekkich świetlików, tej fantastycznej krainy, takiego eventu nie powstydziłby się sam James Cameron. Avatar Show w zgodzie z naturą światłowodową i głównym platynowym sponsorem. W centralnej części bar wyglądający jak Drzewo Dusz. Avatar dla dodania energii i oderwania od rzeczywistości… Nooo jestem pod wrażeniem realizacji mojego pomysłu. Ekipa dała radę, wartki bieg myśli przerywają pierwsi goście, którzy wpadli na próbę, są od głównego sponsora.
Próba za próbą idzie w tempie. Każdy przybywa o czasie, znajduje garderobę, stroi się, brzęczy, zabębni, zanuci. Przećwiczymy, każdy detal spektaklu, który będzie trwał nieprzerwalnie blisko 4 godziny.
18:00 odprawa z cateringiem. Drobne niedociągnięcia na barach redukujemy na chwilę przed gotowością.
Barmani biorą mnie na stronę. „Pani Agnieszko? Tylko tyle tego alko pani zamówiła? EEE…, bo naszym zdaniem to mało… patrzę na paletę twardych trunków…. „. Mój pełnomocnik spojrzy na mnie z politowaniem i pogrozi palcem jednoznacznie mówiąc „Uważaj… – bo wtopisz”. Nie ma na co czekać. Biorę chłopaka z ekipy, auto i jedziemy do Makro. Dokupuję 50 l wódki. Niech będzie zapas, chodź jestem pewna, że to co mieliśmy spokojnie by wystarczyło, ale nie byłabym sobą, gdybym nie zahamowała tego, co może się wydarzyć.
19:00, pełna gotowość. Cisza przed burzą. Nie odważę się zostawić tego bałaganu tylko po to by założyć moją świeżą, pomarańczową sukienkę, która przyjechała prosto z pralni.
19:20, wchodzą pierwsi goście. Biorą talerze i zaczynają jeść, bez pytania, bez proszenia po prostu idą na wyżerkę… Biegnę do konferansjerów: chłopaki blokujcie to, bo będzie zaraz po Gali. Wygląda na to że catering nie doczytał scenariusza. Dobitnie mówię, że mają stać kelnerzy jak bramkarze na dyskotece chroniąc zaplecza i cateringu, który zdecydowanie wjechał za wcześnie.
20:30, start Gali. Ze sceny padają słowa o celu Konferencji, przedstawiamy Partnerów i Sponsorów. Konferansjerzy witają gości. Wszystko na szczęście przebiega jak w zegarku. Pierwsza osoba pojawia się na scenie, potem ekipa, trochę filmów, jest dobrze i to lubię.
20:45, rozdanie Oskarów. Uściski, przemówienia, gratulację. Wszystko w tempie bez zakłóceń. Fanfary, dżingle wejścia, zejścia hulają aż miło. Łapię się na tym, że nie mam, co robić na tej reżyserce. Gwiazda Wieczoru Lanberry. To do niej należy ten wieczór, dobry początek. Podoba się. W międzyczasie całkiem obcy ludzie składają mi gratulacje. Mówią, że jest dobrze, a nawet super, że pomysł po bandzie, ale jest WOW. Nigdy nie miałam tylu gratulacji albo jestem już zmęczona i zapomniałam, że miałam…
Lanberry pokazała klasę, dobra robota! Nawet nie wiem, kiedy zaczynamy zwijać ze sceny kabelki i zabieramy wszelkie graty! DJ’e mają swój antenowy czas na rozgrzewkę taneczną. PatMan Crew to kolejna odsłona programu. Performance w sali pełnej czerni, w tzw. blackoucie. Roboty migają w rytmie muzyki, gasną i znowu się zapalają. Led dance zachwyci chyba wszystkich, którzy podejdą pod scenę zobaczyć to z bliska. Jest MOC!
Na koniec Fluo Drums i fluorescencyjne bębny. Poleci Safriduo, bębny zakołaczą w rytm bita. Kto żyw wyruszy pod scenę, po swój bęben by pograć z nimi… Energia, gdybym mogła skakać to unosiłabym się teraz pod sufitem. Wióry poleciały z tych bębnów.
Potem czas na bicie rekordu Polski. Zadanie? Masowe pstrykanie palcami w rytmie jednej ścieżki dźwiękowej. Sędzia doliczył się 584 osób, które wzięły aktywny udział w biciu rekordu. Udało się. Marsz Radeckiego był chyba najgłośniej opstrykanym marszem tego wieczoru na świecie. Mamy rekord, auahhaaa!
Po evencie. To nie była ani zły sen, ani dobry. To moja praca, minuty, godziny, doby, tygodnie i wreszcie miesiące ciężkiej pracy. W której podwykonawcy poznają mnie z każdej, nawet niegrzecznej strony i żadna grzeczna dziewczynka czy grzeczny chłopiec, nigdy nie zostanie eventowym producentem. Tu trzeba mieć pazura….Zapadam w mentalny sen…na tydzień. Co za rozkosz nic nie robić przez kolejne dni…Piotrek szczęśliwy, mam mamę znowu tylko dla siebie, nikt mu jej nie zabierze teraz, nie porwie do Kielc. Odpoczywamy…zasłużyliśmy na to.
Eventowa Blogerka
Ps. Alkohol został po evencie w ilościach 100+ litrów. Nie miałam się dawać podpuszczać.
Artykuł Konferencja KIKE i życie na wariata pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Polski rynek MICE rośnie w siłę i mimo wielu trudnych wyzwań nie zwalnia. Topowa trójka lokalizacji, w których widać znaczne postępy w tej dziedzinie to kolejno Warszawa, Kraków i Katowice, dobrze dzieje się także w Poznaniu i Wrocławiu. Najważniejsi gracze z dziedziny lokalizacji eventowych wiedzą, że rynek spotkań to pieniądze i walczą o gości biznesowych […]
Artykuł Branża MICE rośnie w nieruchomości pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Polski rynek MICE rośnie w siłę i mimo wielu trudnych wyzwań nie zwalnia. Topowa trójka lokalizacji, w których widać znaczne postępy w tej dziedzinie to kolejno Warszawa, Kraków i Katowice, dobrze dzieje się także w Poznaniu i Wrocławiu. Najważniejsi gracze z dziedziny lokalizacji eventowych wiedzą, że rynek spotkań to pieniądze i walczą o gości biznesowych wytaczając w tej walce coraz cięższe działa.
Ostatnie dane dotyczące polskiego rynku MICE mówią o 34 tys. spotkań rocznie z ponad 7 mln uczestników. Na organizację spotkań o charakterze biznesowym przedsiębiorstwa w ciągu roku wydały ponad 1,5 mld zł. Do tego należy też doliczyć kwotę za 13,9 mln noclegów w hotelach, ponad 1 mld zł wydany na usługi gastronomiczne i 122 mln przeznaczone na usługi kulturalno-rekreacyjne oraz koszty związane np. z transportem.

ICE Kraków
Wraz ze wzrostem wartości rynku MICE rośnie też liczba oraz różnorodność powierzchni konferencyjnych, w które inwestują nie tylko sieci hoteli, ale i samorządy, czy prywatni przedsiębiorcy. Zaletami, które wypływają na taką sytuację jest fakt, że Polska pod względem inwestycyjnym stała się bezpiecznym miejscem lokowania biznesu hotelowego i atrakcyjną destynacją dla branży spotkań. Rosnąca liczba gości wydarzeń międzynarodowych np. konferencji czy imprez sportowych dowodzi, że cieszymy się coraz większym zaufaniem. Oznacza to więc również zwiększoną konkurencję wśród gospodarzy eventów biznesowych.

MCK Katowice
W ostatnich latach na rynku pojawiło się kilku mocnych graczy – Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach, ICE Kraków, Centrum Wystawienniczo-Targowe Ptak Warsaw Expo, Bydgoskie Centrum Targowo-Wystawiennicze, G2A Arena, Lubelskie Centrum Konferencyjne i już budują się nowe lokalizacje.

G2A Arena
W Warszawie na Żeraniu trwa rewitalizacja dawnych hal magazynowych Fabryki Samochodów Osobowych. Na 10,5 ha powstaje przestrzeń targowo-eventowa, galeria z ofertą budownictwa i wyposażenia wnętrz, nowoczesne przestrzenie biurowe oraz hotel klasy biznes. Oddanie obiektu do użytku planowane jest na 2018 r.

Żerań FSO

Żerań FSO
Czy wspomniane wcześniej FSO zaspokoi oczekiwania branży, której w stolicy brakuje dużego centrum konferencyjnego ? Przekonamy się w przyszłym roku.

Obserwując inwestycje w miastach kluczowych dla rozwoju rynku MICE można odnieść wrażenie, że odgrywa on szczególnie ważną rolę w pięciu miastach. Do tej grupy należy Warszawa, Kraków, Katowice, Poznań i Wrocław.

Lokalizacja odnosi sukces dzięki swojej konkurencyjnej ofercie, do której zalicza się obiekt kongresowy, bazę noclegową, międzynarodowe lotnisko oraz dodatkowe miejsca, w którym można ciekawie spędzić wolny czas. Te atuty jak widać posiadają większe miasta, a co z pozostałymi, czy mają sznasę? Patrząc na ranking miast przyjaznych dla biznesu (Forbes) można mieć nadzieję, że coś się w tym temacie zmieni.
W rankingu gmin, miejscowości poniżej 50 tys. mieszkańców najbardziej zyskują te, które są w bezpośredniej bliskości dużych ośrodków miejskich. Atrakcyjne położenie to jedno, ale ośrodki te oferują niekiedy dużo niższe ceny, przyjazną infrastrukturę czy kameralną atmosferę. Efekty widać w rankingu: Lesznowola koło Warszawy, Suchy Las pod Poznaniem, Sopot koło Gdańska, Raszyn na obrzeżach Warszawy, Tarnowo Podgórne koło Poznania itd. Miasta te znalazły się w czołówce małych miejscowości i gmin.
Obserwatorzy rynku twierdzą, że rozbudowa infrastruktury łączącej duże miasta z okolicznymi gminami będzie działać na niekorzyść dużych ośrodków. To zjawisko trwa już od jakiegoś czasu, ale jego efekty będą widoczne dopiero za kilka lat. W skali miast przetasowania będą na porządku dziennym. Z mojej strony pozostaje tylko kibicować takiemu rozwojowi i czekać na odpowiedź inwestorów, którzy sprawią, że jako organizatorzy eventów będziemy mogli przebierać w lokalizacjach.
Artykuł Branża MICE rośnie w nieruchomości pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Potwory, nietoperze, czarownice, żywe trupy, duchy, dynie. Za kilka dni świat opanuje szaleństwo Halloween. Ulegną mu także uczestnicy eventów firmowych. Jak połączą motyw święta z dynią w tle z eventem firmowym? Oto kilka inspirujących propozycji. Polowanie na ducha Zamiast opowiadać uczestnikom eventu historie o duchach, dajmy im możliwość nawiązania z nimi kontaktu, organizując seanse aranżowane na […]
Artykuł Event w stylu Halloween pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>Zamiast opowiadać uczestnikom eventu historie o duchach, dajmy im możliwość nawiązania z nimi kontaktu, organizując seanse aranżowane na spirytystyczne. W takim wypadku najważniejsza jest miejscówka – lokalizacja, o której mówi się, że jest nawiedzona. Seans nie może odbyć się bez doświadczonych „spirytualistów”, którzy dostarczą uczestnikom prawdziwych przeżyć z dreszczykiem emocji. Dzięki wykorzystaniu efektów specjalnych – tablic, przechylania stołu, ruchów szkła etc. goście eventu uwierzą, że TO dzieje się naprawdę. Od organizatorów zależy, czy wyprowadzą ich z błędu.
Tajemnicza kolacja z morderstwem w tle, to idealny sposób na spędzenie wieczoru Halloween. Goście eventu liczący na dobry posiłek otrzymają również inny, smakowity kąsek – zagadkę do rozwiązania.

Tajemnicza śmierć, a właściwie morderstwo, do którego „dojdzie” tego wieczoru sprawią, że uczestnicy w błyskawicznym tempie wcielą się w role detektywów, policjantów, podejrzanych. Czy dojdzie do ujęcia sprawcy i aresztowania? Czy kolega z pracy, który wydawał się spokojny okaże się bezwzględnym mordercą? „Smak” tej kolacji na długo zostanie w pamięci uczestników.

Świetny sposób na zaangażowanie dzieci w Halloween są warsztaty tematyczne. Obok rzeźbienia własnych latarni z dyni jest miejsce na skosztowanie własnoręcznie upieczonych smakołyków – pysznych ciastek z dyni oczywiście. Uczestnicy warsztatów pod okiem animatora i przy dźwiękach halloweenowej muzyki będą mogli spróbować swoich sił w tworzeniu fantazyjnych lampionów, a miłośnicy duchów i historii mrożących krew w żyłach stworzą upiorne dekoracje, a nawet kościotrupów do zawieszenia nad domem. Nie można też zapomnieć o makijażu, wszyscy wiemy, że malowanie buziek to punkt, który na evencie dla dzieci zawsze jest trafiony w dziesiątkę.
Z okazji Halloween organizowane są również nocne pokazy filmów oraz maratony filmowe, które miłośników horrorów przeniosą do ich ukochanego, piekielnego świata strachów. Maratony Filmowe Helios stawiają przed Fanami horrorów piekielnie straszny dylemat – bać się czy nie bać? Repertuar tego wieczoru to już kwestia indywidualnej decyzji.

Wśród propozycji znajdują się przedpremierowy pokaz „Dead Awake” i uznawany za jeden z najmocniejszych horrorów tego roku. „To przychodzi po zmroku”, przedpremierowe pokazy filmów „Męczennicy” i „Co się wydarzyło w Gracefield”. Można też sięgnąć po klasyki kina – „Krzyk”, „Ptaki”, „Psychoza”, „The Ring”… bez względu na film, który tego dnia obejrzą uczestnicy najważniejsze by jeszcze długo po powrocie do domu nie mogli zasnąć.

Realizowałam taki projekt i wiem, że dobry scenariusz i pomysł na liczne, straszne atrakcje to pewny krok w stronę sukcesu. Wieczór, który przygotowałam dla uczestników był straszny
Wśród mrocznych atrakcji dwa pokoje strachów – siedmiu aktorów w środku wzbudzających grozę. Przerażające soczewki, krew i zaciemnienie. W środku straszna dziewczynka, gość z piłą mechaniczną, żywe trupy wyłaniające się z szaf i innych, ukrytych pomieszczeń. Było naprawdę strasznie. Gości krzyczeli niczym na premierze „Psychozy” Alfreda Hitchcocka. Sama miałam gęsią skórkę, gdy postanowiłam sprawdzić, czy wszystko gra. Jeśli nie boicie się wrażeń sprawdźcie co się działo TU. Jestem ciekawa Waszych wrażeń z Halloweenowych eventów. Z chęcią przeczytam jak się bawiliście i czy faktycznie było strasznie.
Straaaasznie Was Pozdrawiam
Eventowa Blogerka!
Artykuł Event w stylu Halloween pochodzi z serwisu Eventowa Blogerka.
]]>